Filozofia podróży

Podsumowanie podróży: Rok 2015

By 3 stycznia 2016 4 Comments

Lubię się starzeć. Uwielbiam ten moment, kiedy na liczniku lat zmienia się ostatnia cyferka, a ja mam poczucie, że oto minął kolejny rok mojego życia, a w kolejny wejdę o wiele mądrzejsza i bogatsza o nowe doświadczenia, które pozwolą mi dokonywać jeszcze trafniejszych wyborów, podążać jeszcze ciekawszymi ścieżkami i spotykać jeszcze fajniejszych ludzi – bo coraz lepiej wiem, gdzie ich szukać.

Przez wiele lat mocno wierzyłam w to, że mam wpływ na swoje życie. Na to, jaka jest rzeczywistość, która mnie otacza, jakie mam podejście do tego, co mnie spotyka, jakie osoby mam wokół siebie i jaki mają one na mnie wpływ. Że mam wpływ na to, czy jestem – tak po prostu – szczęśliwa. Już w to nie wierzę. Ja to teraz doskonale wiem. Świadomie idę tam, gdzie mi dobrze, po to, by spotykać dobrych ludzi, dzięki którym będą działy się dobrze rzeczy. Staram się to dobro (raz lepiej, raz gorzej) przekazywać dalej – dobrym słowem, dobrym gestem, dobrym uczynkiem. Albo chociaż uśmiechem. Bardzo często do mnie to dobro wraca.

To był świetny rok, pod wieloma względami. Może nawet najlepszy ze wszystkich. Bardzo dużo się nauczyłam: o świecie, o innych, o sobie. Udało mi się pokonać własne słabości, rozwinąć swoje umiejętności, osiągnąć kilka celów i dopisać nowe marzenia do listy Rzeczy Do Zrobienia Przed Śmiercią. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić kilkoma wspomnieniami, które wyjątkowo utkwiły mi w pamięci – kiedy o nich myślę, nie mogę powstrzymać uśmiechu.

Styczeń

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Kuba Zajączkowski

Im dalej w las (sic!), tym było gorzej. Tworzyłam sobie w głowie motywacyjne mowy dla samej siebie, próbując się przekonać, że przecież sama chciałam szlifować swój charakter i że to doskonała ku temu okazja. Po czym doszłam do wniosku, że w dupie mam szlifowanie charakteru, kiedy jest mi zimno i źle, bolą mnie obojczyki od tych wszystkich kilogramów, które niosę na plecach oraz na pewno się odwodniłam, bo przecież nie mogłam za wiele pić z uwagi na to, że zamarzła mi woda. Tak samo jak Parówki Mocy, których z powodzeniem można by użyć jako policyjnych pał i kogoś nimi pobić. Na szczęście były schowane gdzieś głęboko w plecaku i nie kusiły. Postanowiłam zatem skupić się na czymś innym i przemyśleć niezwykle ważną, egzystencjalną kwestię, jaką jest dodatkowe źródło dochodu i zaczęłam zastanawiać się, czy lepiej sprzedać nerkę (a jak tak, to gdzie), czy może skuteczniejszy będzie nierząd (a jeżeli tak, to czy mogę zostać swoim własnym alfonsem). → Czytaj dalej

Luty

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Kuba Zajączkowski

W listach, które do mnie piszecie, pytacie często o góry. Chcecie wiedzieć w co się bawić, gdy pada deszcz lub intryguje Was, jak skutecznie zgubić się z mapą, bo też byście tak chcieli. W swoich poradnikach pomijam pytania przyziemne, dotyczące tak błahych kwestii jak zakup odzieży, czy znalezienie cichego miejsca, w które można się udać, gdy ma się dość cywilizacji. Odpowiedzi na nie znajdziecie na byle jakim blogu o górskim stylu życia, a ja tutaj piszę o tym, że górskie życie samo w sobie może być stylowe. Na wyraźną prośbę jednego z fanów, opowiadam o tym, jak spędzić patologiczny weekend w górach, na który to wybrałam się, by mieć na ten temat jakiekolwiek zdanie. Nie róbcie tego w domu. → Czytaj dalej

Marzec

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Agnieszka Biskup

Jednym z niewielu tematów, na które miałam cokolwiek do powiedzenia były buki, które podczas naszych wędrówek mijaliśmy już tysiące razy, a nie było jeszcze okazji bliżej się im przyjrzeć. Kiedy zaczęłam więc o nich czytać, totalnie przepadłam, bo okazały się bardzo ciekawymi drzewami, nie tylko z uwagi na fakt, iż ich orzeszki (podobno) mają właściwości halucynogenne. Postanowiłam zgłębić temat i tym oto sposobem dotarłam na forum, na którym jakiś młodzian postanowił podzielić się swoim doświadczeniem. A wyglądało ono mniej więcej tak: Byłem w lesie, nazbierałem bukowych orzeszków. Zjem 30 i zobaczę co się stanie. (…) Nic się nie stało, zjem 30 kolejnych. (…) Nadal nic się nie stało, następnym razem zjem 60 na raz. (…) Nadal nic się nie stało. Przygotowałem 380 orzeszków i zjem wszystkie na raz. (…) Czuję się lekko oszołomiony i chyba widziałem haluna. (…) Zwymiotowałem. → Czytaj dalej

Kwiecień

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Katarzyna Różycka

Palma wyszła nam piękna (3,7 m). Dumni ze swojego dzieła ponieśliśmy ją zatem rankiem na lipnicki rynek, by dokonać rejestracji w konkursie, po czym okazało się, że się nie nadaje, bo nie jest taka, jak trzeba, ale mimo wszystko stanęła z innymi przy figurze św. Szymona, który machał do nas z kolumny. Moje ogromne zainteresowanie wzbudziło stawianie przy drzewie najwyższej palmy, która w tym roku miała niemal 30 m. (…) Ostatni raz emocjonowałam się tak podczas finału „1 z 10”. Kiedy palmę w końcu udało się postawić, zaczęliśmy gromko bić brawo, po czym udaliśmy się na zwiedzanie Lipnicy, która jest małą, uroczą mieściną. Wszędzie kręciło się mnóstwo ludzi, wśród nich było sporo Francuzów a nawet jeden Murzyn. Nie żeby postać Murzyna w dzisiejszych czasach kogokolwiek dziwiła, piję raczej do tego, że jakby nie patrzeć taki konkurs palm w Lipnicy jest wydarzeniem na swój sposób egzotycznym i przyciąga ludzi z zagranicy, a sami często nie doceniamy tego, co mamy pod nosem szukając atrakcji gdzieś daleko poza naszym krajem. → Czytaj dalej

Maj

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Robert Zieliński

Pewnie myślicie sobie, że ta zielona trawa jest taka zielona tylko dlatego, że Was tam nie ma, albo że to jakiś śmieszny trik w Fotoszopie, ale nie. Wtedy wszystko naprawdę było tak dziko zielone i jaram się tym, jak schroniska w Beskidach, bo maj to zdecydowanie mój najulubieńszy miesiąc w roku, kiedy ta zieleń, po zimowym smutku, ciągle wydaje się szalenie abstrakcyjna, jakby nagle człowiek znalazł się na tapecie Windowsa. Wiecie, której. Drugim fajnym okresem jest koniec września i początek października, bo wtedy wszystko zaczyna umierać i bezkarnie można popadać sobie w melancholię. Wędrowaliśmy zatem tym niebieskim szlakiem, a ja się czułam absolutnie szczęśliwa i doświadczałam jak przebywanie na łonie natury powoli wypiera traumę przebywania w Warszawie, które to przebywanie przetrwałam tylko dlatego, że noc z czwartku na piątek spędziłam u Martyny. Martyna nakarmiła mnie bułą z czosnkiem niedźwiedzim, łososiem i kiełkami, a połączenie tych smaków śni mi się po nocach do dziś, albowiem jedzenie stanowi jeden z głównych sensów mojego istnienia i zdecydowanie żyję, żeby jeść, a nie jem, żeby żyć. → Czytaj dalej

Czerwiec

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Łukasz Libront

Zostawiłam kawałek siebie na cmentarzu w Leszczynach, położonym zaraz obok drewnianej cerkwi. Może to dziwne, ale od dawna bardzo lubię cmentarze. Zwłaszcza te stare, z kamiennymi nagrobkami porośniętymi mchem i zarośnięte trawą. Cmentarz w Leszczynach należy do jednych z najpiękniejszych, jakie miałam okazję odwiedzić. Kiedy czasem mówię ludziom o tych swoich zainteresowaniach pytają: „Cmentarze? Ale to takie smutne miejsca. Czy to Cię nie przytłacza?”. Nie. Cmentarze jawią mi się jako pomniki życia, nie śmierci. Zastanawialiście się kiedyś, jakie historie mogą się kryć za tymi wszystkimi nagrobkami? → Czytaj dalej

Lipiec

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Justyna Sekuła

Łąka była pusta i cicha. Na jej środku stało dwóch mężczyzn. Wyciągnięte ręce jednego z nich zaciskały się na szyi drugiego. Trwało to może z pięć minut. Monochromatyczność barw potęgowała efekt dziwności. Stałam jak wryta. – Japoński dramat – rzucił zza baru mężczyzna, wyglądający jakby przed chwilą ktoś wyciągnął go z PRL-u. – To już połowa i cały czas tak. – Aaa… A-ha – spojrzałam jeszcze raz na telewizor. Jeden koleś nadal dusił drugiego. – Piwo proszę. → Czytaj dalej

Sierpień

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Justyna Sekuła

Tak. To ja. Nieustannie się czemuś dziwię, nieustannie się nad czymś zastanawiam i nieustannie rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, próbując przeniknąć istotę rzeczy, które mnie otaczają – niezależnie od tego, czy to spotkane na leśnej drodze gówno, gdy akurat patrzę pod nogi, czy nocne, rozgwieżdżone niebo, jeżeli przypadkiem zadzieram głowę. Pamiętam, jak na jednym z zimowych, kursowych wyjazdów, kiedy prowadziłam grupę, zatrzymaliśmy się gdzieś w dziczy, by przyjrzeć się napotkanym, zwierzęcym odchodom. Przez kilkanaście minut analizowaliśmy ich kształt i pozostawione wokół ślady, by ostatecznie ustalić, że niechybnie pozostawiła je sarna. Do dzisiaj uważam, że była to jedna z ciekawszych rzeczy, jakie spotkały mnie na kursie.  → Czytaj dalej

Wrzesień

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Justyna Sekuła

Mimo tego, że od roku namiętnie romansuję z Beskidami i nie mam za bardzo czasu na łażenie po innych górach, ciągle podkochuję się w Tatrach, które darzę uczuciem z zupełnie innego powodu. Szaleję na punkcie Tatr, bo są wyniosłe, surowe i majestatyczne tą wyniosłością, surowością i majestatem charakterystycznymi dla litej skały. Uwielbiam Tatry za to, że zawsze robią na mnie piorunujące wrażenie i dają mi to niezwykłe poczucie przestrzeni. Przestrzeni, którą czuje się każdą komórką ciała i którą można się zapowietrzyć. W Tatrach zawsze czuję się bardzo mała, a moje problemy nieistotne. Być może stosunek do nich zmienia się wraz z wysokością nad poziomem morza, a im człowiek wyżej, tym lepszej nabiera perspektywy? → Czytaj dalej

Październik

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Joanna Dragon

Zdobywanie nowej wiedzy i niesamowite poszerzanie horyzontów to to, za co najbardziej lubię kurs. Dzisiaj góry już nie są takie same. Patrzę na nie i wiem, jak powstały, czym jest flisz karpacki i dlaczego porastające je buki, obok których przechodziłam tysiące razy, są niezwykłe. Mijam przydrożne kapliczki i zaglądam do środka sprawdzając, jaki święty się w nich kryje i wiem, dlaczego przy mostach stoi zazwyczaj św. Nepomucen. Idę przez łąkę i spotykając przywrotnik pospolity wiem, co ma wspólnego z alchemikami i jak wykorzystywany był w medycynie ludowej. Kupuję oscypka i wiem, jak został zrobiony, a do głowy przychodzi mi wszystko, czego dowiedziałam się o pasterstwie. Stoję pod cerkwią i wiem, jak została zbudowana oraz jak nazywają się poszczególne części ikonostasu. I tak dalej. Niesamowite jest to, jak wszystko łączy się w jedną całość, jak zgrabnie przenika, jak z czasem wypełniają się wszystkie luki. I choć często mam wrażenie, że im więcej się uczę, tym mniej wiem, czuję się znacznie mądrzejsza, niż rok temu. → Czytaj dalej

Listopad

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Kuba Zajączkowski

Co to, kurwa, jest?! – schowałam się za plecami Kuby i ostrożnie wyjrzałam zza jego ramienia. – Jakieś zwierzę – wzruszył ramieniem, zza którego wyglądałam, Kuba. – Dlaczego się tak patrzy?! – z krzaków spoglądała na nas para zielonych, błyszczących oczu. Patrzyliśmy na zwierzę. Zwierzę patrzyło na nas. Chwilę napięcia przerwało uderzenie pioruna i błysk, który na chwilę rozświetlił ciemny las. – Spadamy – rzucił Kuba i ruszyliśmy w dalszą drogę. Zwierzę uciekło. Dawno nie bałam się tak, jak wtedy. → Czytaj dalej

Grudzień

Podsumowanie podróży: Rok 2015

Fot. Krzysztof Kotkowicz

Chciałabym Wam i sobie życzyć, by 2016 rok, który własnie zapukał do naszych drzwi, za dwanaście miesięcy przywołał na nasze twarze jeszcze więcej radości 🙂

  • Czytając ten wpis, nie sposób się nie uśmiechnąć. Tyle obliczy gór wymalowanych, tyle dobrych górskich wspomnień, tyle doznań, które budują człowieka warstwami jak we fliszu 😉 Ja w tym roku w miesiącach zimowych stawiam się na szlakach na rakietach śnieżnych – pycha zima u nas. Wspaniałych wyjść górskich w 2016 !

    • Dziękuję, Kasia! Gdyby nie kurs nie odwiedziłabym pewnie nawet 1/4 tych wszystkich miejsc – to zdecydowanie jedna z najfajniejszych rzeczy z nim związanych. Kurs coachem życia, kiedyś o tym napiszę! 😀 Baw się dobrze na rakietach 🙂

  • kamalach.pl

    Trafione w punkt! Uśmiechu życzę! I kursowego samozaparcia 🙂