Codziennik

Życie na zakwasie

By 22 marca 2020 No Comments

Kulinarną pasję przekazała mi mama, zapalona wypiekaczka chleba, od której zresztą podebrałam pomysł, by zacząć przygodę z własnym pieczywem.

Uwielbiam gotować. Kuchenne eksperymenty mają dla mnie charakter kontemplacyjny, angażujący wszystkie rozbiegane zmysły w tu i teraz. Są naturalnym aktem uważności. Alchemicznym procesem tworzenia, który bardzo łatwo przenieść na dowolną sferę życia.

Z tego miejsca, piekąc chleb w pandemicznym czasie i przestrzeni, myślę sobie o tym, czym chciałabym „dokarmiać” swoją codzienność. Co jest naprawdę ważne, jeżeli rozbić to o ograniczenia. Które elementy „starego świata” są warte ocalenia, a które bez żalu można pogrzebać. I jak chciałabym, by wyglądała ta nowa rzeczywistość. To przemyślenia, które dość naturalnie przychodzą do mnie o tej porze roku – na pograniczu zimy i wiosny, o tej porze życia – na styku kolejnych lat. Wirusowe spowolnienie, które ogarnęło świat, jest jak soczewka, która pozwala widzieć jeszcze lepiej, jeszcze wyraźniej. Jestem wdzięczna, że mogę wykorzystać ten czas właśnie w ten sposób – na ten moment czując się bezpiecznie, zdrowo, mając gdzie mieszkać, co jeść i kogo chwycić za rękę.