W listach, które do mnie piszecie, pytacie często nie tylko o to, jak żyć, ale również o to, jak przetrwać w górach, gdy pizga złem. Przyszedł listopad, a wraz z nim najwyższa pora na to, by psychicznie nastawić się na nadejście zła zimy. Być może wydaje Wam się, że macie jeszcze czas, bo za oknem ciągle panoszy się jesień, ale nie dajcie się zwieść podstępnym sztuczkom Natury.

Ponieważ nie jesteśmy niedźwiedziami (a szkoda) i nie możemy tej strasznej pory tak po prostu przekimać w miłym i ciepłym miejscu, jakim jest łóżko, nie pozostaje nam nic innego, jak jakoś sobie z tym faktem poradzić. Straszną porę, jaką jest zima, najłatwiej przetrwać w górach z uroczą koleżanką u boku – niezależnie od tego, czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką, albowiem dwie przytulające się do siebie dziewczynki ciągle budzą mniejsze zdziwienie, niż dwóch przytulających się do siebie chłopców (a podobno niektórym się to nawet podoba).

Świat jest okrutny, zły i nie ma na nim sprawiedliwości – w związku z tym zdarza się czasem tak, że ludzie nie mają uroczych koleżanek, do których mogliby się poprzytulać. I to właśnie dla nich jest ten poradnik.

Co zatem zrobić, by przetrwać w górach, gdy pizga złem?

Nastaw się psychicznie na to, że zamarzną Ci stopy

Jak przetrwać w górach, gdy pizga złem? Fot. Kuba Zajączkowski

Kto z Was śledził moje zeszłoroczne, burzliwe losy na Kursie Przewodników Beskidzkich, ten wie, jak bardzo przeżywałam fakt, że będę musiała chodzić zimą po górach. Niektórzy z Was dziwili się, że: „Ale jak to, od lat chodzisz po górach i nie byłaś w nich nigdy-nigdy zimą?”. Nie byłam. Szczerze nie znoszę tej pory roku (być może dlatego, że mieszkam w mieście) i najchętniej na czas jej trwania zwiałabym na południe, gdzie ciągle świeci Słońce, jest więcej niż 15 stopni ciepła (ale mniej, niż 25), a na łąkach pasają się jednorożce. Pierwszy kontakt z zimowym trekkingiem był dla mnie wydarzeniem traumatycznym i na długo zostawił trwały ślad w mojej psychice, choć dzisiaj oczywiście wspominam ten wyjazd z uśmiechem i sentymentem, bo właśnie takie wydarzenia zapadają w pamięć najbardziej.

Teraz perspektywa chodzenia zimą po górach już mnie nie przeraża, ba, nawet z własnej, nieprzymuszonej woli zapragnęłam wybrać się na jakąś przyjemną, zimową wycieczkę, co jest dla mnie nowością. Znam jednak już siebie na tyle, by spodziewać się, że szybko mi ta chęć przejdzie – przy okazji pierwszego lepszego śniegu, mrozu i wiatru. Tak, czy inaczej, perspektywa chodzenia zimą po górach już mnie nie przeraża, bo doskonale wiem, czego się spodziewać.

Kiedy w zeszłym roku telepałam się z zimna, a obok mnie, niewzruszony, stał jeden z przewodników, spojrzałam na niego podejrzliwie i zapytałam:

– Nie zimno Ci?
– Nie – odparł on. – Nie myślę o tym.

Jest to, zaiste, jakiś sposób.

Podejmij próbę ratowania swoich stóp przed zamarznięciem

Jak przetrwać w górach, gdy pizga złem? Fot. Kuba Zajączkowski

Kiedy chodzi się zimą po górach, wcale nie jest zimno. No chyba, że z różnych względów przyjdzie Wam stać w jednym miejscu przez dłuższy czas (podziwianie panoram, zgubienie się w lesie, te sprawy) – wtedy organizm bardzo szybko się wychładza. Najgorszą rzeczą na świecie, związaną z chodzeniem zimą po górach, są jednak przemakające buty, które w pewnym momencie zaczynają… zamarzać. A wraz z nimi znajdujące się w środku (no bo gdzie?) stopy. Oczywiście, można je na wiele sposobów impregnować (buty, nie stopy), ale prawda jest taka, że kiedy będziecie brodzili w śniegu przez cały dzień, to na skutek tarcia impregnat i tak zejdzie w cholerę, a buty przemokną. Jasne, można wydać gruby hajs na profesjonalne obuwie, ale jeżeli nie chodzicie po górach często w zimowych warunkach, to zaprawdę, zaprawdę, powiadam Wam: lepiej wydać ten hajs na głupoty.

Jeżeli jesteście z tych, którzy (tak jak ja) mają niskie ciśnienie i słabe krążenie, a w stopy jest im zimno nawet latem, możecie całe kilka złotych zainwestować w termoizolacyjne wkładki do butów, które choć trochę uchronią Was przed zimnem. Minusem wkładek tego typu jest to, że są dość grube. Kiedy na stopach macie również grube skarpetki, w bucie może być ciasno, a jak Wam będzie ciasno i nie będziecie w stanie poruszyć palcami, to też Wam będzie zimno. Mówiłam, że zima to najdurniejsza pora roku?

Nałóż czapkę, skinie

Jak przetrwać w górach, gdy pizga złem? Fot. Kuba Zajączkowski
Zwykle z pewną dozą sceptycyzmu podchodzę do nowoczesnych technologii, niezależnie od tego, jakiej dziedziny życia dotyczą. W większości przypadków są tylko zbędnym dodatkiem, jednak spece od marketingu potrafią nam je wcisnąć jako rzecz, bez której nasza rzeczywistość będzie smutna, jak Justin Bieber po trzydziestce. Znam tę branżę od środka, więc wiem, jak działają mechanizmy reklamy. Zeszłej zimy postanowiłam się jednak przełamać i zainwestować w odzież termoaktywną i na własnej (hehe) skórze sprawdzić, czy faktycznie jest tak super, jak wszyscy zachwalają. Kiedy płakałam na Facebooku nad swoim marnym losem zmarzlucha, który będzie się musiał tułać po zaspach, Viren, właściciel sklepu Skarpetkowo.pl (a w skomplikowanych relacjach blogerskiej rodziny – mój wirtualny wujek) napisał:

„Dawaj adres i numer buta, moje dziecko, wyślę najlepszy ciepły skarpetki dla Ciebie jutro, żebyś miała ciepły stóp” (wiedzieć Wam trzeba, że Viren jest Hindusem, ale z językiem polskim radzi sobie lepiej, niż niejeden rodowity Polak).

Tym oto sposobem w mojej szufladzie wylądowały trzy pary świetnych skarpet, a niedługo potem kilka innych ubrań o niezwykłych, jak zapewniali producenci, właściwościach. Wtedy nie miałam jeszcze porównania, ale po ostatnich 12 miesiącach, kiedy łaziłam po górach w bardzo różnych warunkach, śmiało mogę powiedzieć, że to działa. Nie znoszę chodzić na zakupy, a już zwłaszcza te ubraniowe, ale w działach z odzieżą outdoorową mogłabym spędzić pół dnia, by wybierać co fajniejsze fatałaszki do górskich ałtfitów. Zdradzę Wam sekret: ciuchy outdoorowe z sieciówek i dyskontów, które coraz częściej w swojej ofercie mają tego typu rzeczy, dają radę, więc znowu dobra wiadomość – jeżeli nie zwykliście chodzić zbyt często po górach zimą, zupełnie możecie odpuścić sobie wydawanie grubego hajsu na odzieżą górską znanych marek, bo, jak już wiecie, lepiej wydać go na głupoty. Nie zapominajcie o czapce, szaliku i rękawiczkach!

Tym, co najbardziej mnie wnerwia w związku z kwestią odzieżową i chodzeniem po górach zimą, jest nie tylko temperatura otoczenia, ale też temperatura ciała. Idziesz pod górkę, zmęczysz się, umierasz z gorąca, zaczynasz się rozbierać, po czym wychodzisz na szczyt, a tam z kolei pizga złem, robi Ci się zimno, więc ubierasz się, idziesz dalej, znowu robi Ci się gorąco, męczysz się, umierasz z gorąca, zaczynasz się rozbierać i tak dalej. Czasami zdarza się, ze się człowiek po takich atrakcjach pochoruje (sprawdzone info). Najfajniej się chodzi po płaskim, jak już człowiek się wtarabani na taki górski grzbiet, ale prawdziwi górscy włóczędzy chodzą w góry po to, żeby się zmęczyć, więc absolutnie NIKOMU i NIGDY się nie przyznawajcie, że chodzicie w góry po to, żeby chodzić po płaskim.

Z przydatnych rzeczy warto zabrać jeszcze stuptuty, które ochronią przed wnerwiającym, wsypującym się do butów śniegiem i kijki trekkingowe, które pomogą w przedzieraniu się przez zaspy po kolana.

Zadbaj o jedzenie i picie (lulki, tańce, hulanki, swawole)

Jak przetrwać w górach, gdy pizga złem? Fot. Kuba Zajączkowski

Hitem moich zeszłorocznych, zimowych wędrówek po górach okazały się Parówki Mocy, które zachłannie zjadałam w ilościach nieprzyzwoitych. Parówki Mocy są super i smakują równie dobrze zjadane na zimno – do czasu aż nie zamarzną. Takiej zamarzniętej Parówki Mocy nie da się za bardzo jeść, ale można nią np. kogoś pobić. Okazało się, że Parówki Mocy smakują dobrze tylko wtedy, gdy jest zimno. Po obozie zimowym Parówki Mocy mi zbrzydły i zaczęłam je jeść znowu dopiero niedawno, gdy się ochłodziło – może mieć to jednak związek również z tym, że przez kilka dni z rzędu parówki jedliśmy na śniadanie, kolację i w ciągu dnia, a co za dużo to, jak wiadomo, niezdrowo (nie, nie chcę wiedzieć z czego są zrobione). Jedno jest pewne – w górach jeść trzeba, bo jak nie będziecie jeść, to nie będzie mieć siły wychodzić pod górkę po to, żeby pochodzić po płaskim.

Nieodłącznym towarzyszem zimowych wędrówek po górach jest herbata, więc przed wycieczką koniecznie zaopatrzcie się w termos, który poratuje Was w chwilach kryzysu. Do herbaty można sobie wrzucić trochę miodu, soku z malin, imbiru, cytryny i przypraw (goździki, cynamon) i potem, kiedy człowiek tego kryzysu doznaje, jest mu nieco lżej na sercu, gdy sobie taką zacną herbatę piję i gratuluje w duchu, że wpadł na taki świetny pomysł (bądź geniuszem w swoim domu). Nie zaleca się, by podczas zimowych wędrówek po górach poić się alkoholem (ogólnie nie zaleca się, by podczas jakichkolwiek górskich wędrówek poić się alkoholem), albowiem wcale nie rozgrzewa, a złudne uczucie ciepła dają nam rozszerzające się naczynia krwionośne. Wyznaję jednak zasadę, że wszystko jest dla ludzi i mały grzdyl wiśniówki, malinówki, czy innej orzechówki jeszcze nikomu nie zaszkodził – byłabym hipokrytką, gdybym napisała, że nigdy mi się to nie zdarzyło. Jeżeli jesteś dużą dziewczynką lub dużym chłopcem, to pewnie masz jako takie poczucie odpowiedzialności i wiesz, na co możesz sobie pozwolić, nawet podczas patologicznych weekendów w górach.

Okaż pogardę gadżetom dla mieszczuchów

Kojarzycie ogrzewacze do rąk, te, w których pływa mała, metalowa płytka, po przełamaniu której zachodzi reakcja chemiczna wydzielająca ciepło? Powiem wprost: możecie sobie te ogrzewacze wsadzić (do plecaka). Być może nadają się do ogrzewania rąk na przystanku autobusowym, kiedy 15 minut temu wyszliście z domu. Po całym dniu łażenia po mrozie, kiedy wreszcie udało mi się ogrzewacz z odmętów kieszonki wyciągnąć, okazało się, że… wziął i zamarzł na kość. Drugi, inny, co prawda nadal był płynny, ale po przełamaniu płytki zrobił się ledwo letni, może na jakieś 10 sekund, po czym również skonał. Nie polecam.

Jak przetrwać w górach, gdy pizga złem? Fot. Kuba Zajączkowski

Mam nadzieję, że teraz już czujecie się gotowi na to, by zmierzyć się z zimą i wiecie, jak przetrwać w górach, gdy pizga złem. Jeżeli wszystkie sposoby zawiodą, nie pozostaje Wam nic innego, jak znaleźć uroczą koleżankę i przekonać ją, że chodzenie po górach zimą, to najlepsza rzecz, jaka mogła ją w życiu spotkać. Ola uwierzyła 😉

Gdy pizgało złem, pomagała przetrwać: Ola Mroczkowska
Niestrudzenie zdjęcia robił: (posiadający jeszcze wtedy aparat, hehe) Kuba Zajączkowski

  • Właśnie przypomniałem sobie, że zbliża się zima. #Zawal

    • A ja sobie przypomniałam, że miałam uzupełnić wpis o info, że fajnie też zabrać stuptuty 😉
      Też mi smutno z powodu zimy.

      • Kamileo

        Zimie będzie smutno z powodu tych komentarzy.

  • ja w tym roku byłam pierwszy raz (dwa razy) zimą w górach i mam jeszcze jedną radę: nastaw się na najgorsze – wtedy jest szansa, że się przyjemnie rozczarujesz. jak boję się, że będzie tak bardzo, bardzo źle a jest tylko źle, to tak jakby było prawie dobrze 😉 a ze wszystkich rękawiczek okazało się, że na skórzane z kożuszkiem wygrzebane w lumpeksie przez teściową nie ma mocnych.

    w górach jak w górach, przynajmniej jest trochę ruchu. mnie bardziej martwi perspektywa spania w namiocie przy temperaturze bliskiej zeru, a też jestem zmarźluch.

    ps: wtf, co to za słowo: stuptuty? nie znałam, padłam.

    • No nie gadaj, że nie znałaś! Ale tylko słowa, czy tego ustrojstwa, co to jest stuptutami? A może u Ciebie się inaczej nazywa? 🙂

      • słowa; ustrojstwo to dla mnie po prostu: ochraniacz/ocieplacz na buty, nie wiedziałam że to ma nazwę 😉

  • Phoe

    „– Nie zimno Ci?
    – Nie – odparł on. – Nie myślę o tym.
    Jest to, zaiste, jakiś sposób.”

    Hahah, padłam śmiechem na tym. Najlepszy tekst, jaki czytałam w tym roku 😀
    Pozdrawiam, Super blog.