Grybów to taki Twin Peaks Europy Środkowo-Wschodniej*. Pozory małomiasteczkowej przyzwoitości mieszają się z mrocznymi warstwami życia codziennego – a to ktoś zabije macochę, a to ukradnie pieniądze z kościelnej składki, a to zrobi finansowy przekręt w przedszkolu. Nie ma lekko. Przed przyjazdem do tej małej, uroczej mieściny, warto zapoznać się z kilkoma wyrażeniami, które możemy usłyszeć, a przede wszystkim – które mogą się nam przydać.

„Kiż ta ciul?!”

O czym mówić w Grybowie?

Znaczenie: Wyraz frustracji i zaciekawienia dotyczący osoby, która śmie zakłócać spokój, lecz nie wiadomo, kim jest.

Użycie: Zapytania tego zwykło używać się w sytuacjach, gdy ktoś ośmielił się przeszkodzić nam w czymś niezwykle ważnym, czego efektem jest przymus oderwania się od fascynującej czynności. Co ważne – zdenerwować zaistniałą sytuacją należy się zawczasu, zanim jeszcze dowiemy się, kim ten ktoś jest i czego właściwie od nas chce, zakładając, że na pewno chce nam zawrócić dupę.

Przykład: Z zamyślenia nad faktem, że przyrodni brat Ridża okazał się stryjecznym wujkiem żony swojego męża wyrwał ją dźwięk telefonu, który zignorowała. Po trzydziestym siódmym dzwonku wstała z kanapy i rzucając pod nosem wściekłe „Kiż ta ciul?!” wyłączyła urządzenie. Nie mogła wiedzieć, że sąsiadowi właśnie cieli się krowa.

„Zamykej dżwi, bo kociorze idom!”

O czym mówić w Grybowie?

Znaczenie: Wyraz pogardy dla Świadków Jehowy, którzy równie dobrze mogą być złodziejami.

Użycie: Świadkowie Jehowy chodzą po domach jak koty po chałupach, dlatego nazywa się ich „kociorzami” i przepędza, względnie udaje, że nikogo nie ma w domu. Wiedzieć Wam bowiem trzeba, że jeszcze do niedawna, a bardzo często i teraz, drzwi do grybowskich domostw były otwarte, jeżeli tylko ktoś przebywał w środku. Nigdy nie wiadomo, czy „kociorze” tak naprawdę nie są złodziejami i nie chcą czasem wynieść z domu pralki, dlatego należy uważać.

Przykład: Ujadający dziko pies przywołał ją do okna. „Zamykej dżwi, bo kociorze idom!” – krzyknęła zobaczywszy dwie podejrzanie wyglądające postacie, po czym chwyciła za leżący na stole nóż.

„Na tym strychu to i hojco jest!”

O czym mówić w Grybowie?

Znaczenie: Wyraz zdziwienia po zaglądnięciu na strych, na który od lat wynosi się rzeczy, które na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą.

Użycie: Strychy i piwnice są doskonałym miejscem do upychania w nich wszystkich rzeczy, których szkoda wyrzucić, bo pewnego dnia może okazać się, że są bardzo, ale to bardzo potrzebne. Zepsuty telewizor? Kiedyś się go naprawi, będzie jak znalazł. Milion pustych słoików? Kiedyś zrobi się w nich przetwory, będą jak znalazł. Stary kożuch? Kiedyś odda się go do czyszczenia, będzie jak znalazł. Oczywiście potem okazuje się, że nigdy nie są potrzebne.

Przykład: Otwarcie włazu na strych spowodowało, że na jej głowę opadły płatki sadzy. Wdrapała się po chwiejnych schodkach i próbując prześwietlić wzrokiem ciemność, rzekła: „Na tym strychu to i hojco jest!”. Pomyślała, że to doskonałe miejsce na ukrycie zwłok.

„Cicho że być!”

kosciol
Znaczenie: Wyraz zniecierpliwienia w sytuacji, kiedy bardzo chcemy usłyszeć jakąś ważną informację, a ktoś ma czelność zakłócać spokój.

Użycie: Małomiasteczkowe życie rządzi się swoimi prawami: trzeba doskonale wiedzieć wszystko i o wszystkich. Kto z kim i gdzie. Kto, kogo i dlaczego. Kto, komu i po co. Skuteczne zbieranie zasłyszanych informacji jest cenną umiejętnością, dzięki której można zabłysnąć podczas spotkań z sąsiadką pod kościołem, po niedzielnej mszy.

Przykład: Niedzielna msza dobiegała końca. Z uwagą słuchała ogłoszeń parafialnych i ożywiła się, kiedy ksiądz zaczął mówić, że ktoś przepisał na kościół spadek. „Cicho że być!” – syknęła ze złością do sąsiadki z ławki, która zaczęła głośno zastanawiać się, kto ostatnio umarł.

„Odejdź od kontaktu, bo się łysko!”

O czym mówić w Grybowie?

Znaczenie: Wyraz zaniepokojenia faktem, że nadciąga burza.

Użycie: Burza jest groźna. Uderza piorunami w drzewa, ściąga ulewne deszcze, wywala korki. Należy trzymać się z daleka od wszelkich źródeł prądu, najlepiej na klatce schodowej, która nie ma żadnych gniazdek.

Przykład: „Jezusmaria!” – krzyknęła przestraszona i podskoczyła na stołku. „Odejdź od kontaktu, bo się łysko!” – nakazała wnuczce bawiącej się obok katafalku.

* Porównanie to wymyślił Wujek Ernest, który się przebranżowił i już nie robi zdjęć małym dzieciom (ubranym), lecz wycina drzewa w lasach. Zarzucił również pisanie na swoim blogu, nad czym mocno ubolewam i w cichości swego serca wierzę, że kiedyś do tego wróci albo chociaż wyda książkę, bo obiecał mi egzemplarz z autografem – autografami co prawda gardzę, ale autograf od Ernesta to całkiem inna bajka. Porównanie pozwoliłam sobie tak po prostu podpieprzyć, albowiem jest bardzo trafne.

  • Jestem Świadkiem, mieszkam niedaleko Grybowa i zwrot „kociarze” słyszałem nie raz. Ale z taką etymologią tego określenia jeszcze się nie spotkałem 😉 Ale wydaje się logiczna, dzięki! 🙂

  • Ja bym jeszcze dorzuciła: „Ki diabeł?!” Moja Mama ZAWSZE tak reaguje, gdy ktoś dzwoni do drzwi.
    A gdy przeprowadziłam się z kamionczańskiego domu do Starego Sącza (Bryjów!), mieli ubaw z moich „naleciałości”. Bo dla mnie pojemnik na chleb to „chlebnik”, a nie jakiś oschle brzmiący CHLEBAK. Chlebaki są dla mieszczuchów! 😉 No i jeszcze mówię „Wilgły” zamiast WILGOTNY. Tzn. czasami wyrwie mi się wilgły… 🙂