Miejsca

Bułgaria: Stara Płanina – Szipka #1

By 26 maja 2013 No Comments

Free day. Day off. Wolne. Takie dni jak dzisiejszy rodzą pewne dylematy: czy odpoczywać po intensywnym tygodniu i zbierać siły na kolejne działania czy zrobić coś fajnego, bo szkoda czasu na nicnierobienie? Padło na wycieczkę w góry.

0

Zebrałyśmy ekipę (sztuk 4) i udałyśmy się na obrzeża miasta, by przekonać się, czy bułgarski stop faktycznie jest tak przyjazny, jak wszędzie zachwalają. Okazuje się, że tak – pierwszy samochód zatrzymał się nam już po niespełna dwóch minutach. Wpakowałyśmy się z Mariką na tylne siedzenie i pomachałyśmy dziewczynom ze Słowacji. Umówiłyśmy się, że spotkamy się już na miejscu, czyli pod kościołem w Szipce – pierwszym w historii pomnikiem przyjaźni rosyjsko-bułgarskiej.

Przyjaźń rosyjsko-bułgarska była (jest?) ponoć bardzo namiętna – na tyle, że Bułgarom nigdy nie przyszło do głowy, by protestować przeciwko komunizmowi, a jeżeli Rosja o coś prosiła, prośbę spełniali z nawiązką. Być może właśnie dlatego Mateczka miała gest i nie szczędziła pieniędzy dla bratniego kraju – wyrazem tej zażyłości jest m.in. prawosławna cerkiew będąca pamiątką udziału Rosjan w krwawej bitwie na przełęczy Szipka.

1

Ciekawostka: za kościołem jest toaleta. Podobno po wyjściu z niej dają chleb, zwykły i turecki. Nie wiem, po co.

Po krótkim zwiedzaniu kroki swoje skierowałyśmy do lasu, na szlak, który poprowadzić miał nas na wzniesienie (również Szipka) o wysokości 1523 m n.p.m.

1a

2

Po drodze zginął nam gdzieś zielony szlak, którym miałyśmy iść (coby tradycji z gubieniem się stało się zadość) i tym samym wylądowałyśmy na ruchliwej drodze łączącej nasz Kazanlak z Gabrowem. Nic to, postanowiłyśmy, że po prostu pójdziemy przed siebie i właśnie w tym momencie zatrzymał się przy nas Nasko, nasz trener ze szkolenia w Plovdiv, i powiedział, że przeszłyśmy już jakieś 75% trasy. Uradowane tym faktem dziarsko ruszyłyśmy dalej i po jakichś 30 minutach ukazał nam się gdzieś na horyzoncie cel naszej wędrówki, Pomnik Wolności, do którego ostatecznie nie dotarłyśmy.

3

4

5

Plany pokrzyżowała nam wielka, ciemna chmura, która wychynęła nagle nie wiadomo skąd, zrobiło się zimno, wilgotno i zapachniało deszczem – zrobiłyśmy szybki w tył zwrot. Chmura wyglądała coraz groźniej – kawałek dalej zaczęłyśmy więc przedzierać się przez krzaki, by jak najszybciej dostać się do szosy i tam już złapać stopa do domu. Rekord! Ledwo wystawiłyśmy rękę a zatrzymał się pan, który jechał prosto do Kazanlaka.

Kilkanaście minut później wysiadłyśmy dukając po bułgarsku wyrazy wdzięczności (spoko, od jutra zaczynamy kurs językowy). Dźwięk zamykanych drzwi zlał się z pierwszym grzmotem i lunął deszcz.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: źle się biega w górskich butach :).

Foto: Jana, Marika, Justyna