Poradnik

Poradnik: Po czym poznać, że Kraków nie jest Twoim miejscem do życia?

By 6 listopada 2014 38 komentarzy

Przyjechałeś do Krakowa z małego miasta. Dawna stolica Polski kusiła Cię już od dawna – urzekała niską, starą zabudową, intrygowała uroczymi, tajemniczymi uliczkami, zwodziła magią i artystyczną atmosferą. Czułeś na karku oddech historii. Wyobrażałeś sobie jak wyglądało miasto za czasów króla Kraka oraz jak w mętnych wodach Wisły topiła się jego córka, Wanda. Zachwycało Cię życie kulturalne, to, że ciągle coś się dzieje, że nie ma czasu na nudę. Do momentu, w którym uświadomiłeś sobie, że wcale z tego nie korzystasz, bo albo jesteś zmęczony, albo nie masz czasu, albo Cię na to nie stać. Ekscytowałeś się możliwością rozwoju zawodowego i osobistego, ochoczo korzystając z wszelkiego rodzaju kursów, szkoleń i branżowych konferencji, aż zdałeś sobie sprawę z tego, że wreszcie masz swoją pracę marzeń a jej największym plusem jest to, że możesz wykonywać ją z dowolnego miejsca na świecie. I kiedy to do Ciebie dotarło, zacząłeś zastanawiać się, czy chcesz w tym mieście nadal mieszkać, a im dłużej nad tym myślisz, tym częściej dochodzisz do wniosku, że nie, bo Cię denerwuje.

Denerwuje Cię śmierdzące powietrze. Zwłaszcza teraz, kiedy zbliża się zima i kiedy smog jest coraz bardziej dokuczliwy. Czujesz go w ubraniach, we włosach i na skórze, kiedy wracasz ze spaceru, podczas którego miałeś ochotę przestać oddychać. Świadomie unikasz sprawdzania informacji o tym, o ile zostały przekroczone normy dopuszczalnego stężenia szkodliwych pyłów, bo masz wrażenie, że jeszcze trochę i wmówisz sobie raka.

Denerwuje Cię betonowa dżungla. Chodzisz uroczymi, tajemniczymi uliczkami, pomiędzy niską, starą zabudową i czujesz się jak w klatce. Tęsknisz za przestrzenią, za zielenią i za widokiem horyzontu. Z żalem żegnasz tereny zielone, które lada dzień zamienią się w kolejne blokowisko. W kolejny biurowiec. W kolejną galerię handlową. Wychodzisz na ulice i wyobrażasz sobie, że jesteś zupełnie gdzie indziej. Gdzieś daleko stąd.

Denerwują Cię odległości. Już wiesz, że miasto składa się z samych końców i żeby dotrzeć na jeden z nich potrzebujesz przynajmniej godziny. I drugiej aby z niego wrócić. Nauczyłeś się, że zawsze masz przy sobie jakąś książkę, gazetę, telefon z Internetem lub własne myśli, które oderwą Cię od irytującego uczucia zmarnowanego czasu. Zwłaszcza wtedy, kiedy utknąłeś w korkach i z godziny, w ciągu której miałeś gdzieś dojechać, robią się dwie.

Denerwują Cię ludzie w komunikacji miejskiej. A kiedy akurat nie masz przy sobie żadnej książki, gazety, telefonu z Internetem, a własne myśli Cię nudzą, zaczynasz się im przyglądać. Ich pustym spojrzeniom. Zmęczonym twarzom. Smutnym uśmiechom. Słuchasz, jak rozmawiają o swoich chorobach, jak narzekają na pracę, jak bardzo wczoraj popili i jak bardzo boli ich dziś istnienie. Czujesz, jak śmierdzą i jak bardzo mają to gdzieś.

Denerwują Cię turyści. Pijani Anglicy drący japy w środku nocy i kąpiący się w fontannach. Rodziny spacerujące powoli całą szerokością chodnika, o których dzieci potykasz się, chcąc ich wyminąć. Wypindrzone panny, które idą, idą i nagle się zatrzymują, bo właśnie zadzwonił im w torebce telefon. Idą, idą i nagle się zatrzymują nie zważając na to, że Ty idziesz za nimi i wcale zatrzymywać się nie chcesz. Ale musisz.

Denerwują Cię studenci. To, że tłoczą się na przystankach autobusowych. To, że tłoczą się przy wejściu do autobusu, który zatrzymał się na przystanku. To, że tłoczą się przy wejściu, gdy już do tego autobusu wejdą, mimo tego, że kawałek dalej jest mnóstwo miejsca. To, że przez nich zmieniany jest rozkład jazdy komunikacji miejskiej na czas wakacji. To, że robią korki początkiem października. I to, że psują rynek pracy pisząc teksty za 2,50 zł / 1000 znaków.

Denerwują Cię ludzie z ulotkami. A jednocześnie jesteś im wdzięczny, bo każdego dnia możesz ćwiczyć swoją asertywność, mówiąc: „Nie”. I w dupie masz, że to ich praca, bo mijając ich, a kawałek dalej kosz na śmieci, wiesz, że praca ta jest bez sensu, że jest bezużyteczna i że w żaden sposób nie przekłada się na rzeczywistość. Obojętnie mijasz również żuli, którzy nie wstydzą mówić się, że chcą kasę na piwo/wódkę, co kwitujesz stwierdzeniem, że Ty na alkohol musisz sobie zapracować.

Denerwują Cię gołębie. I turyści, którzy z radością w oczach je karmią. A potem srają, gdzie popadnie. Gołębie, nie turyści. Zdarza się, że zamieszkują na Twoim balkonie i każdego ranka budzi Cię gruchanie. Gołębi, nie turystów. Kiedy przedzierasz się przez ich chmarę na Rynku Głównym, masz ochotę kopnąć najbliższego w dupę. Gołębia, ale turystę też. Tak naprawdę niewiele się od siebie różnią. I już rozumiesz, o co chodziło Cioranowi.

Denerwują Cię ceny wynajmu. Płacisz za mieszkanie w Krakowie, po to, abyś mógł tutaj pracować. Pracujesz po to, by zarabiać pieniądze. Pieniądze, które zarobisz wydajesz na mieszkanie – po to, abyś mógł tutaj pracować. Myślisz sobie: „Błędne koło” (był kiedyś na Brackiej taki klub). Niepotrzebnie sprawdzałeś ceny wynajmu w małych miasteczkach, blisko gór, bo okazało się, że za nieco więcej, niż płacisz teraz za jednoosobowy pokój, możesz mieć tam M3.

Denerwuje Cię zima. Bo zima w mieście jest z wszystkich pór roku najgorsza. Powietrze śmierdzi bardziej niż zwykle. Betonowa dżungla jest jeszcze bardziej szara. Autobusy utykają w korkach jeszcze częściej. Końce Krakowa wydają się być od siebie jeszcze bardziej oddalone. Ludzie w autobusach na Ciebie kaszlą. Studenci w czasie sesji zakładają plecaki do garniturów. Ludzie z ulotkami zaczepiają Cię jeszcze bardziej natarczywie. Gołębie wchodzą Ci pod nogi. A rachunek za ogrzewanie jest zawsze wyższy, niż przewidziała spółdzielnia.

Jeżeli denerwuje Cię miasto, w którym mieszkasz. Jeżeli zaczynasz mieć go dość. Jeżeli czujesz, że niebawem je znienawidzisz. To znajdź sobie inne.

Fot. Tomek Knapik

PS. Tak, przesadzam. Tak, miałam sobie ochotę ponarzekać. Tak, lepiej mi.

  • Paulina Wnuk

    To co? W Bieszczady? 🙂

    • Biorąc pod uwagę rozpoczynający się kurs przewodnika, prędzej Beskid Niski – szalenie mi się podoba 🙂

  • Haha, właśnie jestem w trakcie mocnego afirmowania fajnej pracy w Krakowie, żeby móc się tam przeprowadzić 😀 Wish me luck 😀

    • Powodzenia zatem! Kraków jest super, ale chyba wolę wpadać do niego jako gość 😉

  • Marika Turska

    przeprowadzaj się, chętnie przyjadę 🙂

  • Wygląda na to, że napisałaś tekst o mnie, jeszcze tylko skończę inżyniera i chętnie ucieknę z Krakowa. 🙂

    • A dokąd? 🙂

      • Jeszcze dokładnie nie wiem- zostało mi trochę czasu na podjęcie decyzji (w sumie trochę ponad rok). Z jednej strony chętnie wróciłabym w rodzinne strony bo strasznie mi tam dobrze ale z drugiej bardzo ciągnie mnie w świat.

        • Mam podobnie z tym światem, choć tkwię sobie ciągle w mojej strefie komfortu i boję się z niej wyleźć. W sumie nawet sama do końca nie wiem, czego się boję, chyba sobie muszę jakąś psychoanalizę zrobić 😀

          A gdzie Twe rodzinne strony?

          • Sama mam tak samo- niby człowiek chce ale boi się czasami działać bo to wychodzenie ze strefy komfortu jest bardzo nieprzyjemne.
            W gruncie rzeczy niedaleko Krakowa bo jestem spod Tarnowa. Dochodzę do wniosku, że jeżeli ktoś wychował się na wsi to często nie umie zbyt dobrze funkcjonować w dużym mieście.

          • Ja jako jedynaczka mam dodatkowo skłonności aspołeczne, więc tłum ludzi mnie po prostu przeraża i zwyczajnie nie jest mi do szczęścia potrzebny. Ale faktycznie, chyba coś w tym jest. Z drugiej strony zastanawiam się jak w tym momencie funkcjonowałoby mi się z dala od miasta, jak bym się tam odnalazła i czy bym za cywilizacją tęskniła. Nie dowiem się, jak nie sprawdzę 🙂

  • Kraków to u mnie synonim nieszczęścia. Mało jest miast, których tak nie lubię 😀

  • Karolina

    Mój związek z Krakowiem to mniej więcej: „nie chcem, ale muszem, bo chwilowo lepszych opcji nie mam”. Ze wszystkim się zgadzam co tu napisałaś. Kiedyś lubiłam Kraków, ale po skończeniu studiów żyję od weekendu do weekendu, aby tylko wyjechac z tego miasta. Dobre miasto do studiowania, ale nie do życia. Fajnie się chodziło do klubów, spotykało ze znajomymi, kina koncerty itp. Ale teraz, kiedy całymi dniami pracuję, marzę o innym widoku z okna niż na sąsiedni blok.

    • Wiesz jaki ja mam widok z okna? Ścianę budynku obok 😉

  • Joanna Rytter

    Staty niestety, ale pod większością tych punktów się podpisuję 😉 7 rok mieszkam w Krakowie, zostałam po studiach, ale coraz bardziej męczy mnie to miasto – właśnie z tych powodów, które wymieniłaś… Na szczęście jestem wolnym strzelcem, więc mogę pracować gdzie mi wygodnie. Chciałabym max. do 30-tki eksmitować się z Krk, najlepiej na wieś, blisko gór – oby wypaliło 😀

    • O rany, to mam podobne wytyczne! Może zostaniemy sąsiadkami 😀

    • Jakby wszyscy Ci którym się to miasto nie podoba mogli wrócić tam gdzie by chcieli, my moglibyśmy wrócić do Krakowa. Niestety, Polska to Polska i jest jak jest. My nie będziemy pracować za tyle za ile świeżo upieczeni mgr a świeżo upieczeni zostają bo mają pracę…
      Niemniej jednak rozumiem w pełni autorke wpisu, wiem jak to jest żyć tam, gdzie wszystko Cię denerwuje. Żyłam tak cztery lata… Głowa do góry, mam nadzieję że znajdziesz swoje miejsce na ziemi.
      Post super- mówi to zakochana w Krakowie 🙂

  • Małgośka Dębnicka

    odległości? w Krakowie?
    ceny wynajmu? w Krakowie?
    Trudno mi się z tym zgodzić. Jeśli to są problemy, to pozostają chyba tylko małe miasteczka, do których mnie nie ciągnie.

    • Owszem, pozostają. Właśnie je sobie obczajam 🙂

      • bezczas

        Dopiero Cię znalazłam, ale już mi się podoba. Mam to samo! Obecnie studiuję w Łodzi – w sumie chwała jej za to, że jest trochę inna niż wszystkie duże polskie miasta (trochę apokalipsa, trochę rozwój), ma swój klimat i dużo ciekawych miejsc, zatem nie narzekam tylko na samą łódzkość, odkąd tu mieszkam (studia, licencjat, a teraz chyba zostaję na magisterkę, to dość skomplikowane, bo zostaję raczej ze względu na kadrę pedagogiczną, naukę, rozwój etc. i ew. zrealizowanie pomysłu studiowała przez pół roku na Alasce), zrozumiałam, że średnio nadaję się do mieszkania w dużych miastach. Uwielbiam te małe. W dużych irytuje mnie właśnie większość tych rzeczy, które opisałaś (bo w zasadzie przytyków do rzeczy li tylko krakowskich tu niewiele), pochodzę z małego miasta i jak tam przyjeżdżam, to lubię sobie pożyć w tej małomiasteczkowości, na którą tak wszyscy utyskują (nie mam w dupie małych miasteczek!), marzy mi się taka podróż przez jakieś ciekawe małe miasta (ale polskie, jestem chyba żywo zafascynowana rzeczami, którymi zajmuje się Springer. I chyba też niezbyt lubię, gdy wszystko jest supernowoczesne, w Łodzi uwielbiam stare budynki, które w środku wyglądają, jak wciąż byłyby lata dziewięćdziesiąte, właśnie zrobiłam sobie listę takich, które muszę odwiedzić. Kojarzysz może serial „Gilmore Girls”? Mieszkać w takim Stars Hollow, pełnia szczęścia! A Cieszyn – o tak, też bym z chęcią odwiedziła i może nawet zamieszkała, tym bardziej, że czeska kultura też mnie jakoś zajmuje, więc miałabym 2w1.
        Pozdrawiam
        Łucja

  • oj nie, mimo tego wszystkiego nie zamieniłabym Krakowa na żadne inne miasto. 🙂 ma swoje wady, ale kocham je jak własne, już ósmy rok w nim siedzę i zapowiada się, że jednak zostanę. nie jest idealne, ale żadne miejsce takie nie będzie. do komunikacji miejskiej już się przyzwyczaiłam, mimo iż dojazdy do pracy/domu/na uczelnię zajmują mi nawet dwie godziny dziennie, ale zawsze można je spożytkować na czytanie i dokształcanie się. 😉
    jedynie na ten smog nie mamy wpływu i to mnie irytuje, zwłaszcza że niby wszystkim przeszkadza, a mimo to niewiele osób robi coś, żeby to zmienić.
    co do mieszkań, to trochę ich wynajmowałam w różnych układach (współdzielenie pokoju, samodzielny pokój, teraz mieszkanie) i zdarzało się, że ceny nie powalały. nie ma co jednak porównywać do innych miast, bo tylko się człowiek zdenerwuje, a po co to. 😉 obecnie jednak nie narzekam, udało mi się znaleźć całkiem ładne mieszkanie, widoki z niego są niezłe, nie mam ściany zaraz obok, nie da się narzekać. 🙂
    a co do ostatniego punktu, to zima mnie denerwuje zawsze i wszędzie. 😉
    pozdrawiam.

  • Jarmilka

    mm

    • A wiesz, że rozważając, dokąd mogłabym się wynieść miałam na swojej liście Cieszyn? Fascynują mnie miasta i miasteczka położone blisko granicy. Przeprowadziłaś się?

  • Uśmiech się …

    Uśmiechnij się. Tak, po prostu. Uśmiechnij się. Znasz prawie wszystkie cerkiewki Karpat, być może potrafisz nawet wymienić co większe szczyty w Czarnohorze i cudownie czujesz się przy ognisku, ale TAM „gdzie jest wszystko co kochasz” poza smogiem i cenami najmu wszystko prawie takie samo… , Definicję „prawie” znajdziesz łatwiej przez sympatię,niż przez krytykę i zaprzeczenie…

  • Cosette

    Popłakałam się ze śmiechu, dziękuję! 😀

  • anwen

    Będę podsyłać Twój wpis wszystkim którzy z takim zdziwieniem pytają mnie: ‚ale jak to wyprowadziłaś się z Krakowa???’ 🙂

    • Ojej, a już myślałam, że z tym wszystkim przesadzam 😉 A dokąd się wyprowadziłaś i jak Ci tam?

  • Ronnie B

    Jeśli przeszkadza Ci Kraków, zapraszam do Wrocławia 🙂 Studiuję tam 2 lata i kocham to miasto. Powietrze nie śmierdzi, ludzie są sympatyczni, jest mniej gołębi, zamiast Anglików mamy Niemców, ale menele i ulotkarze niestety są wszędzie, nie da się tego ominąć. Mimo trudności, nie kocham innego miasta bardziej niż Wrocławia 🙂

    • Przez pierwsze dwa lata to ja też byłam zachwycona Krakowem 😉

  • Pingback: Mikropodróże: Doliną Popradu do serca Tatr()

  • Bahausaha

    A mnie denewuja takie sloiki ktorym wszystko nie pasuje. Studenci, angole , turysci, golebie i beton jesli to Cie wkurza to poprostu w zadnym miescie nie bedzie Ci dobrze zamieszkaj na wsi bo w XXI w miasta tak wlasnie wygladaja. Jak ktos ma bol tylka to nic nie pasuje

    • A mnie denerwują ludzie, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Pozdrawiam 🙂

  • Jon Jackson

    Ja mieszkam w Krk juz ladne kilka lat i nic mnie nie denerwuje z tego co napisalas. Ogolnie miasto bardzo ladne, wszystkie wazne puntky na mapie miasta na wyciagniecie reki. Natomiast jest jedna rzecz, ktora zaobserowalem od samego poczatku mojego pobytu w tym miescie. A mianowicie pewnego rodzaju, specyficzna niezyczliwosc ludzi w przestrzeni publicznej w stosunku do siebie. Opryskliwosc pan sprzedajacych w sklepach, kelnerow w restauracjach. Jakis taki brak oglady. Ludzi nagminnie szturchajacych cie/ocierajacych sie o ciebie, dla ktorych slowo przepraszam wydaje sie byc slowem nieznanym, abstrakcyjnym. Od momentu przyjazdu tu regularnie rozwijam swoje zainteresowania. Z wieloma ludzmi widze sie regularnie od lat i część z nich ma problem zeby zagadac lub powiedziec czesc. Niektorzy z nich nawet nie odpowiadaja na to czesc. Ok przezyje bez tego, ale czy tak to ma wygladac? Ludzie sie do siebie nie usmiechaja, a na czyjas odruchowa zyczliwosc reaguja mocnym zdziwieniem. Jest duzy dystans, niechec i tez wrogosc do obcych, co wcale nie jest nawet ukrywane i bardzo mi sie to nie podoba. I nie jestem jedyna osoba, ktora to zaobserwowala. Tyle i az tyle. Dlatego pomimo wielu lat spedzonych w Krakowie, wiem ze nie jest to moje miejsce.