LudzieMiejsca

Pomorze: Wyspa Sobieszewska – Morska Ferajna

By 20 sierpnia 2013 6 komentarzy

To było tak. Zadzwonił do mnie N’kulu i rzekł:

– Ja kupić dla was Kenia, Masai Mara, słoń, zebra, gepard i nosorożec. Rodzina Blorgiów przyjechać do N’kulu, N’kulu zabrać rodzina na safari i upolować lwa. Rodzina przyjechać? N’kulu ładnie zapraszać.

Wsiadłam szybko w odrzutowiec i poleciałam na Bora Bora, by porozmawiać z matką mą, Bazylią, która od tygodnia przebywała na wyspie – wybór miejsca, w którym mieliśmy spędzić tegoroczne wakacje nie był prosty. Rozalia z Dżordżem lecieli na Seszele i właściwie w każdej chwili mogliśmy zabrać się razem z nimi, Pocahontas (głupia dzikuska) od dwóch miesięcy kusiła na Instagramie zdjęciami z amazońskich lasów, a Harold zamierzał wreszcie (szczyt szczytów) wspiąć się na Mount Everest i co chwilę przypominał, że ma jeszcze kilka wolnych miejsc w wyprawie.

Przeszukałam wszystkie pokoje (dwadzieścia cztery). Zajrzałam do sauny, SPA i gabinetu masażu. Sprawdziłam nawet komórkę na szczotki. Bazylii nigdzie nie było. Znalazłam ją dopiero na Facebooku – okazało się, że od trzech godzin siedzi na plaży robiąc zdjęcia na wystawę pt. „Dzisiejszy widok na wprost”. Do zaproszenia złożonego przez N’kulu nie była przekonana.

– Nie jestem przekonana. Zróbmy coś bardziej ekstremalnego. Coś, co podniesie nam poziom adrenaliny. Pozwoli wykazać się sprytem i wolą przetrwania. Coś, czego nie zapomnimy do końca życia. Jedźmy na Kolonie Dla Zwykłych Ludzi!

Oszalała! – pomyślałam. – Za długo przebywała na słońcu. Udar, rak albo starcza demencja.  

– Ale… Ale jak to? Dla Zwykłych Ludzi? Bez szampana, kawioru i indonezyjskich masaży? Bez Rozalii? Bez pola golfowego? – chciało mi się płakać.

– Rzekłam. – rzekła Bazylia.

Kilka dni później spakowałam walizkę (sama, bez pomocy służby) i wsiadłam do PKP. Jak Zwykły Człowiek.

– – –

Na Wyspie Sobieszewskiej czekał na nas prawdziwy survival. Brak Internetu, małe, ciasne domki i obiad na stołówce były tylko małą zapowiedzią tego, co miało nas spotkać w kolejnych dniach. Dzięki temu, że Bazylia przywiozła ze sobą naszego bengalskiego tygrysa choć przez chwilę mogłam poczuć się jak w domu (mruczał uspokajająco).

W domku (Centrum Kultury Międzynarodowej) zamieszkała z nami Agnieszka (życiowa partnerka Ciotki Mati) i Ida SoszalMidia, znana z zarządzania kartelami narkotykowymi (dobry biznes, ponoć dochodowy). Wieczorem, między smażeniem kiełbaski w prawdziwym ogniu a piciem piwa, matka wzięła mnie na rozmowę.

– Dziecko! Jesteś już dużą dziewczynką, rodzinne interesy mają się dobrze (by nie powiedzieć: rewelacyjnie), a ja nie mam czasu, by wszystkim się zająć. Sama wiesz, jak bardzo czasochłonne jest kupowanie wysp i odkrywkowych kopalni diamentów. Jest tutaj Ida z SoszalMidiów, no wiesz, tych, co kupili ostatnio Facebooka. Ida przywiozła ze sobą syna, Andrzejka, if you know what I mean. Zastanów się.

Zaczęłam się zastanawiać.

– Kupię wam Sardynię. I Korsykę. – dodała szybko.

– – –

Następnego dnia udaliśmy się do Gdańska, rybackiej wioski położonej nad Motławą, by zobaczyć jak żyją Zwykli Ludzie: jak wyglądają ich domy, jak się ubierają i jak spędzają wolny czas. Nie do pomyślenia, ale część z nich uprawia plebejski bungee jumping z dźwigu, zamiast jechać nad Wodospad Wiktorii. Poza tym mieszkają w kamienicach, co prawda ładnych, ale strasznie małych. Kupiłam jedną z nich na pamiątkę, by pokazać Rozalii. Bardzo zniesmaczył mnie fakt leżącej na chodniku kupy, w którą wdepnęłam – okazało się bowiem, że zwierzęta Zwykłych Ludzi defekują. Naszym się to nie zdarza, podobnie jak kobietom.

Wieczorem odbyła się dyskoteka, na której  DJ Electroyann puszczał muzykę z komputera, co było bardzo egzotyczne. Dobrze się bawiliśmy. Prawie tak dobrze, jak na koncercie na żywo, który zagrał dla nas ostatnio Daft Punk podczas imienin Wuja Karola. Mieliśmy iść z Andrzejkiem oglądać wschód słońca, ale zapomniałam, że u Zwykłych Ludzi pojawia się ono na niebie o określonej godzinie, a nie tak, jak u nas – na zamówienie, nawet w środku nocy.

– – –

Sobota miała być naszym (moim i Andrzejka) wielkim dniem, Dniem Ślubu (z rozsądku). Zaprosiliśmy wszystkich gości na ucztę, nad którą czuwał DinnerClub – Zwykli Ludzie mogą się dzięki niemu umawiać na wspólne gotowanie, dzieląc koszty składników. U nas zwykle gotuje Rozalia (stać nas na wszystko). Ludzie zrobili sobie kanapki a później sami je zjedli. W międzyczasie odbył się konkurs na najfajniejszego szaszłyka i wygrał ten, który był największy – wszak nie od dzisiaj wiadomo, że rozmiar ma znaczenie (np. rozmiar portfela, domu, garażu).

Ubrałam się w  białą suknię i welon z folii bąbelkowej, po czym wzięłam matkę pod rękę i poszłyśmy przed ołtarz, gdzie czekał już na mnie mój przyszły mąż i Szatan, który miał nam udzielić ślubu w pogańskim obrządku. Obiecaliśmy sobie wiernie pomnażać majątek naszych rodzin, dbać o własne interesy i do końca życia kochać pieniądze.

Matka uczyła mnie tego od dziecka, więc bez zastanowienia powiedziałam: TAK!

– – –

Niedziela była smutnym dniem. Nie tylko dlatego, że nasz bengalski tygrys uciekł z domu (kupimy nowego), ale także z powodu tego, że Kolonie Dla Zwykłych Ludzi dobiegały końca. Chcieliśmy więcej! Chodzenia w skarpetkach i sandałach jednocześnie, smarowania się oliwką i grania w karty na plaży. Puszczania latawca, pawia i oka. Lodów na patyku i goferów z dżemorem.

Dlatego postanowiliśmy kupić Wyspę. Do zobaczenia za rok!

– – –

Bardzo mi się podobało. Pana Kierownika Idzikowskiego, KaOwców KudłęPatro oraz Panią Higienistkę Salamon zapraszam na obiad w naszej rezydencji na Mauritiusie – rodzina Blorgiów przygotowała dla Was drobne upominki. Dajcie znać na priv, jaki kolor Ferrari najlepiej będzie pasował Wam do ałtfitów.

Sponsorów, czyli: Tesco, Ziaję, Organique, Żywca, Puffins i Czarną Owcę prosimy o chwilę cierpliwości. Bazylia właśnie wypisuje czeki.

PS.

Wciąż czekam na zdjęcia od naszego fotografa. Strasznie wolno je obrabia. Chyba go zwolnię.

  • Michal Beer

    Kapitalne. Oczywiście za ten komentarz przytuliłem małe m5 w Warszawie, za co obu Rodzinom , dziękuję.

    • Justyna Sekuła

      Dorzucimy też małego kabrioleta, oczekuj.

  • a o mnie zapomniałaś 🙁

    • Justyna Sekuła

      A bo Ty się schowałaś pod Dinnerem :*.

  • Jak możesz teściowi robić taką przykrość i mylić jego pseudonim artystyczny? Toć gram pod przykrywką Electroyann. Jak podróż poślubna?

    • Justyna Sekuła

      Wybacz! Zaraz poprawię <3.
      Niebawem wrzucę fotki z pobytu na Sardynii. Lecimy zbadać teren.