Myśli

Odyseja Umysłu: Kiedy ostatnio cieszyłeś się jak dziecko?

By 14 marca 2014 3 komentarze

Myślałam, że potrafię śmiać się głośno i serdecznie, tak od serca. Że jestem pełna entuzjazmu, który wylewa się ze mnie, gdy napotykam na swej drodze coś, co bardzo mi się podoba. A na dobre informacje reaguję spontaniczną radością, której nie potrafię ukryć. Wystarczył jeden wieczór, kilka godzin, a właściwie minut, bym przekonała się, że chyba nie do końca.

Siedziałam na barierce, z tyłu auli, dyndając nogami i walcząc z ogarniającą mnie sennością. Poprzedniej nocy nie mogłam zasnąć, przejęta rolą Sędziego Stylu na Odysei Umysłu, a rano zwlec się z łóżka – nienawidzę momentu wstawania i zrobiłabym wszystko, by bezboleśnie przeskoczyć moment pomiędzy pozycją horyzontalną a wertykalną. Na występy kilkunastu zespołów czekałam z niecierpliwością, ciekawa pomysłów dzieci i młodzieży, których jeszcze nie dopadła szarość rzeczywistości. I mocno trzymałam kciuki za moich faworytów – tych, którzy postarali się najbardziej, urzekli mnie zaangażowaniem i zarazili pozytywną energią.

Sala huczała. Okrzyki radości mieszały się z dźwiękiem pisków, braw i wybuchów śmiechu, kiedy padały kolejne nazwy szkół zakwalifikowanych do finału ogólnopolskiego. A we mnie kłębiło się mnóstwo przeróżnych uczuć. Byłam dumna, i z dzieciaków i z siebie, że udało nam się dotrzeć do tego momentu, wspólnie, i że każdy z nas miał swój udział w sukcesie, który nawet jeżeli nie był wygraną, to i tak był zwycięstwem. Byłam dumna z nich, bo przez wiele tygodni z zapałem przygotowywali się na ten jeden, jedyny dzień i dali z siebie wszystko, co najlepsze. Byłam dumna z siebie, bo podołałam i dużo się nauczyłam – więcej, niż mogłabym się spodziewać. Wzruszałam się tym, że wzruszają się oni, chłonęłam ich szczęście i uśmiechałam się szeroko, ukradkiem ocierając łzy. Jednocześnie było mi strasznie smutno, bo uświadomiłam sobie, że gdzieś po drodze zatraciłam umiejętność cieszenia się – tak bardzo prostego, naturalnego, którego nic i nikt nie ogranicza. I bardzo za tym zatęskniłam.

To my, dorośli, mamy być wzorem dla młodszych pokoleń. Autorytetem. Kimś, na kim można polegać. Mamy dawać dobry przykład, wspierać i wskazywać drogę. Możliwe. Jednak to dzieciaki są najlepszym nauczycielem, jeżeli chodzi o emocje: nie analizują, co wypada, a co nie, nie zastanawiają się, dlaczego i po co, nie rozkładają wszystkiego na czynniki pierwsze. Wszystko przeżywają: tu i teraz. Tak po prostu.

Cieszmy się. Mocniej, więcej, wspólnie. Śmiejmy się. Radośniej, głośniej, szczerze. Skaczmy. Wyżej, częściej, bardziej energicznie. Krzyczmy. Do utraty tchu. Rzucajmy się sobie w ramiona. Kiedy mamy powód i kiedy nie mamy go wcale.