Miejsca

Kraków, Park Jordana: BlogoŚniadanie na trawie #1

By 21 lipca 2014 8 komentarzy

Kiedy wychodzę na ulicę, pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to – eksterminacja. Zaprawdę, powiadam Wam: nie ma nic gorszego, niż turystyczne miasto w szczycie sezonu. W niedzielę. W słoneczne popołudnie. Chodzą te ludzie całymi chodnikami, zatrzymują się nagle, robią kolejki po lody, drą papy i śmieją się radośnie, jakby byli na wakacjach. Oh, wait…” – wyprodukowałam status na Facebooku, rozpływając się z gorąca w zatłoczonym autobusie linii 129 i skierowałam kciuk prawej dłoni na przycisk „Opublikuj”, by podzielić się ze światem swoim smuteczkiem. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, kiedy zadzwonił do mnie Janek i rzekł:

– Cześć Justyna! Pamiętasz, jak kiedyś wymyśliliśmy śniadanie blogerów na trawie (ale nie doprowadziliśmy go do skutku, bo zastała nas zima – przyp. With Love)? Robimy je w przyszłą niedzielę?
– Tak! – odpowiedziałam mu na to, przestudiowawszy uprzednio w głowie swoje plany na kolejny weekend i doszedłszy do wniosku, że czas wolny się zgadza.

Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju, by w samotności pielęgnować swoją traumę, spowodowaną staniem w kolejce po lody (słonecznikowe i szafranowe, polecam) i przedzieraniem się przez Rynek Główny, karcąc się w myślach za ten głupi pomysł, bo przecież mogłam pójść Plantami.

Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. Ponieważ Janek pojechał robić interesy do stolicy (ach, te wpływowe blogery, dnia świętego nie święcą!), spoczął na mnie obowiązek przyjęcia na klatę roli organizatorki wydarzenia, zebrania ludzi do kupy i zaprowadzania na rzeczoną trawę, na której to mieliśmy bezwstydnie się objadać, co też ochoczo uczyniliśmy – zaraz po rozłożeniu koców i zrobieniu zdjęć na Instagrama. Wiedzieć Wam bowiem trzeba, że każdy szanujący się bloger, zanim coś zje, musi to uwiecznić na fotografii, tuningując ją potem odpowiednim filtrem, po to, by wyglądało (to jedzenie) na smaczniejsze, niż jest w rzeczywistości. Taki arbuz na przykład. Jedlibyście, nie? Ugryzłam kawałek, zanim zreflektowałam się, że trzeba zrobić zdjęcie, ale ja ciągle jestem blogerem niszowym, więc mogę sobie pozwolić na taką ekstrawagancję.

IMG_20140720_123527

Słońce świeciło, w tle kwartet smyczkowy przygrywał motywy z Ojca Chrzestnego a ja chodziłam boso po trawie, szukając wśród koniczyn szczęścia (nie znalazłam, widocznie leży gdzie indziej) i uważając, by nie wdepnąć w psią kupę. W pewnym momencie poczułam nawet pod stopą coś miękkiego, ale okazało się, że to kretówka.

Piknik na trawie udał się wyśmienicie, a ja sama doszłam do kolejnego levelu bycia Jezusem (zaraz po chodzeniu po wodzie) – przyjechałam na BlogoŚniadanie z chlebem i pastą z bobu, a wróciłam z całą torbą żarcia. Tak więc: będzie powtórka! Najbliższa na Woodstocku, którego nie mogę się już doczekać i przebieram z niecierpliwości nogami, tym bardziej, że umówiłam się już z Włóczykijem na tworzenie obozowiska hippiesów i filozofowanie pod drzewem a z Eve Marie na islandzkie opowieści.

Jeżeli będziecie w pobliżu, wpadajcie!

1

2

3

4

5

6

7

Fot. Paula Aschette Dulnik

  • Naprawdę fantastyczna inicjatywa! Czekam na więcej takich relacji 🙂

  • Ale spoko spódnica!

  • Ej, ja też chcę! + Szykuje się świetna ekipa na Woodstocku 🙂

    • Będziesz na Woodzie? 🙂

      • Po wykładzie Jurka Owsiaka, którego miałam wielką przyjemność wysłuchać, bardzo chciałam pojechać, ale… Niestety w tym roku się nie udało :’)