Miejsca

Kielce, Ogród Włoski: BlogoŚniadanie na trawie #3 i Blog Day 2014

By 3 września 2014 6 komentarzy

100 km od domu się nie liczy. W więcej niż dwie osoby się nie liczy. Na trawie też się nie liczy. Jest wiele mocnych argumentów, którymi można wytłumaczyć sobie własnego obżarstwo. Nie zawsze tak było.

Gdy byłam mała, byłam strasznym niejadkiem. Konsekwentnie odmawiałam spożywania posiłków, przez długi czas pijąc głównie soki owocowe i zjadając to, co rodzicom ukradkiem udało się we mnie wmusić. Ich nadzieje związane z tym, że coś się zmieni, gdy pójdę do przedszkola okazały się płonne. Skończyło się na tym, że dwie baby mnie trzymały a trzecia pakowała mi do ust śniadania i obiady – protestowałam drąc japę i wierzgając nogami. Wspomnienie to jest dla mnie traumatyczne i mam psychiczny uraz. Ostatecznie rodzicom zasugerowano, że może jednak do przedszkola nie powinnam chodzić (lubię dramatyzować, że mnie z niego wywalili) i tak oto spędziłam dzieciństwo w domu, z babcią, bawiąc się sama ze sobą. Pewnie dlatego dzisiaj generalnie nie lubię ludzi (lubię jednostki), znajomych, z którymi utrzymuję regularny kontakt mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki i potrzebuję bardzo dużo prywatnej przestrzeni, w którą nikt nie będzie mi właził z butami. Wracając do jedzenia w przedszkolu: było ohydne. Do dzisiaj mam odruch wymiotny na samo wspomnienie wielkiego gara z zimnym mlekiem, po którym pływał gruby kożuch czy bliżej nieokreślanej paćki, pod którą zakopywałam mięso.

W międzyczasie odkryłam, że jedzenie jest fajne, że lubię gotować i że wspólne objadanie się pysznościami jest jednym z najlepszych pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Ochoczo korzystam z wszelkich możliwości, by w takowym objadaniu się uczestniczyć (raz na jakiś czas można!), a ostatni weekend, który spędziłam w Kielcach, był ku temu doskonałą okazją.

zapraszamy

W piątkowy wieczór objadałam się na Zapraszamy do stołu, akcji organizowanej przez dziewczyny z Institute of Design Kielce. Akcja polega na tym, że każdy przynosi ze sobą jakieś jedzenie, kładzie je na wspólnym, dużym stole a potem zaczyna się wielka uczta – można jeść wszystko i od każdego. Najgorsze jest to, że nie da się spróbować każdego dania – a są przepyszne! Muszę przyznać, że Zapraszamy było dużą inspiracją dla pomysłu blogo_śniadań na trawie.

Kolejne, na zaproszenie Pauli, odbyło się właśnie w Kielcach, w niedzielny poranek. I znowu trzeba było jeść! Om nom nom. Wnikliwi obserwatorzy zauważyli pewnie (pozdrawiam!), że to trzecie z kolei śniadanie, a wcale nie było mowy na drugim. Otóż: drugie blogo_śniadanie miało odbyć się na Woodstocku, ale o 9 niektórzy dopiero wracali do namiotów, więc po pierwszym dniu sobie odpuściliśmy. Co za zdeprawowana młodzież! O 9 do namiotu!

blogo_śniadania dorobiły się własnego profilu na FB, jako że jest plan, by je kontynuować. Kto ma ochotę wiedzieć, kiedy kolejne, niech zajrzy tu.

1

Tak się złożyło, że w niedzielę był również Blog Day, czyli Międzynarodowy Dzień Blogera. Aby tradycji stało się zadość, podrzucam Wam zatem kilka linków do blogów, które czytam i bardzo lubię.

1) Kika – moje pierwsze 100 lat życia – lajfstajl-srajfstajl. Gówno wiecie o życiu. I ja też ciągle nic nie wiem. Dlatego tak bardzo lubię tu zaglądać.

2) 100 Sukienek – tego bloga podrzuciła mi Tattwa, a jak Tattwa coś podrzuca, to musi to być dobre. I jest. Emocjonalne, kruche, nadwrażliwe. I bardzo mi bliskie.

3) Małokulturalna – bardzo lubię osoby, które nie używają zdrobnień swojego imienia. Które są Kaśką a nie Kasią, Anką a nie Anią, Gośką a nie Małgosią. Maryśkę lubię za to, że jest Maryśką.

4) Zorkownia – kiedy trafiłam na bloga Agnieszki, spędziłam na nim pół nocy, popłakując z cicha. Jakiś czas temu kupiłam mojej mamie książkę o tym samym tytule. Przeczytały ją już chyba wszystkie kobitki w jej pracy.

5) eWkratke – o tym, co piszczy za kratą aresztu śledczego na warszawskim Grochowie. Szczerze, prosto, od serca. Od kobiet, którym los pokrzyżował plany.

Miłego przepadania w odmętach liter.

5

Fot. Paula Aschette Dulnik