Jak się mieszka

Jak się mieszka… w Krakowie?

By 7 listopada 2013 56 komentarzy

Od momentu, w którym wpadł mi do głowy pomysł, by wyprowadzić się z Krakowa, ciągle o tym myślę. Zastanawiam się, czy to dobry pomysł i czy mi to w ogóle do szczęście potrzebne.

Aktualizacja! Zanim zaczniesz czytać dalej, pragnę poinformować Cię, że nie mieszkam już w Krakowie. Wyprowadziłam się z niego końcem sierpnia 2018 r. – dokładnie w 10. rocznicę wprowadzenia się. Aktualnie wiodę spokojne życie prowincjuszki, oswajając Nowy Sącz, czyli moje rodzinne strony. Planuję aktualizację tego wpisu, bo przez ostatnie 5 lat doszło kilka nowych refleksji. Na pewno jeszcze o tym napiszę! Tymczasem miłej lektury 🙂

W międzyczasie wynajduję sobie milion powodów, dla których powinnam tu jeszcze trochę zostać, ale analizując je dochodzę do wniosku, że to po prostu strach przed opuszczeniem swojej strefy komfortu, w której sobie od tych kilku lat siedzę i z którą zdążyłam się zaprzyjaźnić. Jednocześnie wiem, że najfajniejsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy się ją opuści, w związku z czym cały swój wolny czas spędzam ostatnio na wyszukiwaniu informacji o tym, jak się mieszka w różnych innych miastach Polski.

Wczoraj na ten przykład cały wieczór spędziłam na sprawdzaniu, jak się mieszka w Cieszynie. Przegrzebałam się przez portal o mieście, przez fora, przez profile na Facebooku, pospamowałam kilkoma mailami, zagadałam parę osób zadając im nurtujące mnie pytania i ogólnie dowiedziałam się, czego chciałam, ale zajęło mi to sporo czasu. Ponieważ jestem miła, dobra i zależy mi na szczęściu innych ludzi, postanowiłam stworzyć małe kompendium, które strudzonym e-wędrowcom pomoże odpowiedź na nurtujące ich pytanie, mianowicie:

Czy warto mieszkać w Krakowie?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oraz czego właściwie można się po nim spodziewać. Gdy kończyłam LO wiedziałam, że zamieszkam właśnie tutaj – Kraków od zawsze mi się podobał. Tutaj mieszkali też moi starsi znajomi, którzy wyjechali z Grybowa oraz ówczesny chłopak. Złożyłam papiery na trzy kierunki studiów… i na żaden się nie dostałam. Wiedziałam jednak, że muszę, MUSZĘ, się wyprowadzić z domu i zacząć żyć na własny rachunek. Dostałam się na studia zaoczne i od razu wzięłam się za poszukiwanie zajęcia, któremu będę mogła się oddawać w tygodniu. I oczywistym było, że będzie to

Praca

Przez całe pięć lat słyszałam od znajomych, że nie mogą jej znaleźć. Że ślą setki CV, mało tego, że w akcie desperacji ślą je już wszędzie i dalej NIC. Zawsze niepomiernie mnie to dziwiło, ponieważ odkąd tu mieszkam nigdy nie byłam bezrobotna – nawet jeżeli właśnie taki status miałam w Urzędzie Pracy.

Na początku trafiłam do pewnej firmy w Zielonkach (gmina pod Krakowem), która zajmowała się produkcją (brzydkich jak cholera) ksiąg pamiątkowych. Przez cały dzień siedziałam i układałam róże w suszarkach albo wdychałam opary lakieru, gdy po wysuszeniu kwiaty trzeba było zabezpieczyć, by się nie kruszyły. Po tygodniu stwierdziłam, że do dupy taka robota i za kasę, którą oferują (800 zł?) w żaden sposób nie opłaca mi się dojeżdżać z trzema przesiadkami, w dodatku tak wcześnie rano (zaczynaliśmy od 8:00).

Wzięłam pod pachę teczkę z CV i listami motywacyjnymi i udałam się na obchód miasta, rozglądając się w poszukiwaniu ogłoszeń. Jednym z pierwszych miejsc, gdzie takowe wisiało był sklep indyjski Shiva. Poszukiwali sprzedawców. Ponieważ miałam wtedy jeszcze fazę na takie klimaty, weszłam, przedstawiłam się, powiedziałam o co mi chodzi, pokazałam CV, pani rzuciła okiem (bo była tam tylko szkoła, jaką ukończyłam) i kazała przyjść na drugi dzień i założyć wygodne buty. Zrezygnowałam po dwóch tygodniach, bo do szału doprowadzało mnie układanie szalików, które po pięciu minutach znowu były na podłodze, bo paniusie przychodzące do sklepu nie były łaskawe podnieść tego, co im spadło. W jedną z sobót miałam iść na wesele. Akurat wypadała wtedy moja zmiana, a żadna z pozostałych dziewcząt nie chciała się ze mną zamienić, więc się zwolniłam. Pracowałam tam dwa tygodnie i obiecałam sobie, że już nigdy w życiu nie będę pracowała w sklepie. Przeżycie to wyparłam z mózgu na tyle mocno, że nawet nie pamiętam, ile płacili.

2

I zostałam nianią. Byłam zafascynowana zaufaniem, jakim mnie obdarzono, bo nigdy nie miałam do czynienia z opieką nad dziećmi, zwłaszcza takimi małymi (6  miesięcy). Wiem, teraz ci wszyscy, którzy mnie znają, łapią się pewnie za głowę :D. Praca jako niania (wtedy 6zł/h), poza ogromną odpowiedzialnością, była całkiem spoko. Kiedy młody spał, czytałam namiętnie książki, których w jego domu było pełno, albo uczyłam się na studia, na tyle skutecznie, że po pierwszym roku dostałam stypendium naukowe i dodatkowe 400 zł do kieszeni. Z bycia nianią zrezygnowałam po 10 miesiącach, czyli przed rozpoczęciem drugiego roku, bo doszłam do wniosku, że stoję w miejscu i wcale się nie rozwijam. Zapytałam Wujka Google o to, co można robić po socjologii i powiedział mi, że mogę pracować w agencji reklamowej, HR-owej lub w domu pomocy społecznej.

Wybrałam to pierwsze i tak oto trafiłam na trzymiesięczne, bezpłatne praktyki do Supremum, po których pracowałam tam jeszcze ponad dwa lata, bo akurat tworzony był nowy dział sprzedaży. Teraz, z perspektywy czasu, cieszę się, że nie dostałam się na studia dzienne, bo nie miałabym okazji zebrać tego całego doświadczenia i być tu, gdzie jestem teraz.

Po rozstaniu się z agencją reklamową zostałam freelancerem i spodobało mi się to na tyle, że nie chciało mi się już wracać na żaden etat. Nie pozostało mi więc nic innego jak być swoim własnym szefem. Czasami się nie dogadujemy, czasami zmusza mnie do pracy po godzinach, ale ogólnie jest w porzo.

To zabawne, ale nikt nigdy nie powiedział mi, że „Oddzwonimy!”- wszędzie od razu mnie chcieli. Nie wiem, z czego to wynika. Być może z tego, że często się uśmiecham – a najbardziej wtedy, gdy jestem zdenerwowana ;). Tę pasjonującą historię mojego zawodowego życia przytaczam po to, by uświadomić Wam, że DA SIĘ WSZYSTKO, nawet jeżeli zaczyna się od zera. A jeżeli mówicie, że pracy nie ma, to jest to zwykłe pierdolenie albo źle szukacie.

Koszty życia

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co tu dużo pisać, Kraków jest miastem drogim i z roku na rok coraz droższym. Najpierw mieszkałam w kamienicy niedaleko ul. Karmelickiej (czyli ścisłe centrum) i za miejsce w pokoju dwuosobowym płaciłam jakieś 400-550zł (ze wszystkim), w zależności od pory roku (ogrzewanie gazowe). Mieszkanie z drugą osobą w pokoju (a nie szczęściło mi się ze współlokatorkami) było dla mnie, jedynaczki, wielką traumą i po roku przekonałam Agnieszkę i Piotrka, żebyśmy się przeprowadzili do mieszkania, w którym będę mogła zamieszkać w „jedynce”. W dowód mojego wielkiego zaangażowania w sprawę zaoferowałam, że będę płaciła o 50 zł więcej (do tej pory dzieliliśmy wszystkie koszty po równo) i zagroziłam, że jak się nie zgodzą, to wezmę i skoczę z okna – a mieszkaliśmy na czwartym piętrze. Nie mieli wyjścia. Z centrum wyprowadziliśmy się na Prądnik Czerwony i mieszkamy tutaj od czterech lat, bo tak nam dobrze.

Mieszkanie, do którego trafiliśmy było całkiem nowe, jesteśmy jego pierwszymi lokatorami. Chyba nie trzeba wspominać o tym, że standard jest o niebo lepszy? Blok ma kształt litery U, a na środku jest ogromna rabatka z roślinami, której wszyscy nam zazdroszczą. Mama zasugerowała mi, że powinnam sobie tam zasadzić cebulę, bo i tak nikt nie zauważy, a ja będę mogła poczuć się, jakbym miała własny ogródek (może jeszcze zdążę przed zimą?). Mieszkanie ma jakieś 50(kilka)m2, dwa pokoje – mniejszy (ok. 12m2) i większy (ok. 20m2), kuchnię, łazienkę, korytarz i mały przedsionek z wielką szafą.

No ale do rzeczy. Ile za to płacimy? (ceny 2013 r.! Dzisiaj na pewno jest drożej)

Odstępne: 1200 zł (cały czas tyle samo)
Czynsz do spółdzielni: 434 zł (początkowo 415 zł)
Prąd: 70-135 zł (w zależności, jak sobie w Tauronie wyliczą)
Internet: 59 zł

Czas wolny

4

Najbardziej w Krakowie kocham to, że nie można się tu nudzić. Najbardziej nienawidzę go za to, że czasami trzeba wybierać, bo dzieje się milion fajnych rzeczy na raz. Kilka teatrów, dziesiątki miejsc do spacerowania, setki klubów i tysiące możliwości. Jest jeden problem: przy średnich zarobkach trudno w pełni z nich wszystkich korzystać. Jasne, wiele rzeczy da się zrobić za darmo i jestem fanką takich rozwiązań, ale jednak za bilet do kina czy na koncert trzeba zapłacić, za piwo w knajpie trzeba zapłacić trzy razy tyle, co w sklepie, a żeby się regularnie bujać po mieście trzeba sobie kupić bilet miesięczny, bo na jednorazówkach można zbankrutować, zwłaszcza, jak nie jest się już studentem. Z Krakowa blisko jest w Dolinki Podkrakowskie i Beskid Makowski, jeżeli ktoś lubi sobie pobyć blisko natury. Jeżeli komuś się za miasto jechać nie chce albo nie ma jak, zawsze do dyspozycji pozostaje Ogród Botaniczny oraz jego oranżerie. Świetna sprawa.

I wiem, że jeżeli się stąd wyprowadzę, to najbardziej będę tęsknić m.in. za Piwnicą Pod Baranami, do której zawsze wszystkich ciągnę i w której, o dziwo, większość ciągniętych przeze mnie osób nigdy nie była. Powinnam dostać jakąś odznakę Wzorowego Klienta, czy coś w tym stylu. Albo chociaż 50% zniżki na grzane wino. W Piwnicy Pod Baranami jest taki jeden wesoły barman, który zawsze poprawia mi humor.

Komunikacja miejska

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A więc komunikacja miejska była tym, co przed przeprowadzką najbardziej mnie przerażało, serio. Grybów to małe miasteczko, z jednego na drugi koniec miasta da się dojść z buta w niecałą godzinę, więc obecność sieci autobusów i, co gorsze!, tramwajów wywoływała we mnie wewnętrzny niepokój (nie mówiąc już o kwestii ogarnięcia rozkładów jazdy, ale ostatecznie okazało się, że to pikuś). Często wyobrażałam sobie, że ginę jak Michaił Aleksandrowicz Berlioz, a moja głowa toczy się gdzieś tam pod Bagatelą. Kurde, muszę sobie jeszcze raz przeczytać tę książkę! Kraków jest świetnie skomunikowany, a wieść gminna niesie, że obecnie ma najlepszy tabor w Polsce. Dojechać można właściwie wszędzie, nawet w najgorsze zadupie – trzeba jednak wziąć pod uwagę, że trochę to może potrwać.

Aktualne ceny biletów miejskich można sobie sprawdzić tutaj.

Estetyka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wybrałam Kraków, bo jest ładny. I teraz też szukam tylko ładnych miast, do których mogłabym się przeprowadzić – myślę, że mieszkanie w mieście, które jest brzydkie, sprawiłoby, że nie byłabym szczęśliwa. Uwielbiam zabudowę Krakowa, kamienice, urokliwe uliczki, place, parki, Rynek, mały Rynek, Kazimierz, Podgórze, Zaułek Św. Tomasza, Planty, okolice Wawelu, Bulwary Wiślane oraz te wszystkie miejsca, po których można się włóczyć bez celu i zawsze się czymś zachwycić. Jeżeli jest się estetą, to Kraków jest idealnym miejscem do życia. O ile oczywiście czyjeś poczucie estetyki nie równa się nowoczesnemu miastu ze strzelistymi wieżowcami.

Czego nie lubię?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Justyna Sekuła & Karol Bodziony

Turystów, których wszędzie pełno. Idąc do Rynku wybieram zwykle boczne uliczki, bo przez Floriańską trzeba się dosłownie przepychać. I nie lubię gołębi – są chyba jeszcze gorsze niż turyści, którzy je z kolei uwielbiają i ochoczo karmią obwarzankami. Brudnego powietrza. Odkąd przeprowadziłam się do Krakowa zaczęłam mieć problemy z zatokami. Przypadek? Nie sądzę. Galerii handlowych, a zwłaszcza Galerii Krakowskiej. Z uwagi na położenie blisko dworców (PKP i PKS) są w niej zawsze dzikie tłumy, przez które również trzeba się przepychać. A najbardziej to nie lubię bab, które idą, idą i nagle postanawiają się zatrzymać, żeby spojrzeć na zegarek i sprawdzić, która jest godzina. Wczoraj w taką wlazłam. Takie same baby robią kilometrowe kolejki na poczcie. Ich też nie lubię. Korków. Czasami zabieram się z kimś samochodem do Grybowa. Wyjazd z miasta zajmuje nieraz dłużej, niż sama droga, kiedy uda się już Kraków opuścić. I kiszenia się we własnym sosie nie lubię. Kraków zdecydowanie należy do miast, które należałoby przewietrzyć. Tak czy inaczej: zawsze będę tu chętnie wracała.

Jeżeli mieszkasz w Krakowie, podziel się swoimi refleksjami na temat życia w tym mieście.
Jeżeli zastanawiasz się, czy przeprowadzić się do Krakowa i ciągle nurtują Cię jakieś pytania, pytaj. A nuż będę znała odpowiedź!

  • Ten wpis przypomniał mi o moich rozterkach, kiedy opuszczałam Kraków. Mieszkałam tam 7 lat i dalej mam ogromny sentyment do tego miasta. Zgadzam się z tym, że jest niemożliwym nieznalezienie tam pracy. Zgadzam się z tym, że jest piękny i jest tam, co robić. Jednak nie żałuję decyzji o wyjeździe. Szybkie tempo, ściski w tramwajach, przepychający się przechodnie czy długie dojazdy do domu odbierał mi radość z codziennego życia. Teraz mogę tęsknić i wpadać z radością, co jakiś czas. Myślę, że będziesz zadowolona ze swojej decyzji. Powodzenia w każdym razie!

    • Justyna Sekuła

      Właśnie zaczęło mnie to strasznie męczyć i zatęskniłam za nieco spokojniejszym życiem, bliżej natury (mówiłam już, że w głębi serca jestem wieśniaczką?).

      A gdzie teraz mieszkasz?

  • Happier at Life

    Pamiętam jak do 4-5 roku studiów byłam zafascynowana Krakowem i jego możliwościami. Później już trochę mniej podobało mi się to miasto, ale ta fascynacja znowu wraca. Są w Polsce miasta, w których chciałabym pomieszkać, kto więc to wie…
    W sumi Cieszyn też należy do jednego z nich, ale nie wiem, czy wytrzymałabym zdala od dużego miasta. No i wolałabym chyba Czeski Cieszyn.

    • Justyna Sekuła

      Przeprowadzając się do Krakowa zastanawiałam się, czy będę w stanie żyć w dużym mieście, teraz wiem, że chyba mogę żyć bez niego. Nawet jeżeli trafię do miasta, w którym dzieje się o wiele mniej, to przecież zawsze można wykorzystać weekendy, by pojechać gdzieś, gdzie można się odchamić ;).

  • olgacecylia

    Mam zupełnie takie same refleksje 🙂

    Myślałam ostatnio trochę o przeprowadzkach. Na razie sporo nas tutaj trzyma – studia, praca i mieszkanie. Ale studia skończę w przyszłym roku, pracę możemy zmienić, a mieszkanie wynająć. Tylko, chlip, gdzie ja znajdę takie idealnie średnie miasto jak Kraków?

    • Justyna Sekuła

      Też nie wiem dokąd zmierzać, ale mam nadzieję, że niebawem wpadnę na takie, do którego zapałam miłością ;).
      No właśnie, człowiek sobie tworzy często jakieś sztuczne ograniczenia, a tak naprawdę wiele spraw dla się bezboleśnie rozwiązać.

  • Bardzo fajnie napisana notka, chyba muszę skłonić Filipa, żeby napisał podobną, a ja bym dodała do niej kilka dopowiedzeń jedynie.

    • Justyna Sekuła

      Napiszcie! Wydaje mi się, że takie notki są bardzo przydatne i dają jako taki ogląd sytuacji. Wiadomo, że można by pisać o wiele więcej i bardziej szczegółowo. Jak napiszecie, to podrzućcie linka, dorzucę go :).

      • Niech tylko znajdzie się chwilka 🙂

  • Saga Sachnik

    Och, dokąd się wybierasz! I kto mnie będzie na Janku odwiedzał…
    Ale wracając do tematu wpisu, to Krakowem zachwycam się okrutnie. Odkąd mogę sama i we własnym tempie łazić po wszystkich uliczkach, chodzić z buta praktycznie wszędzie, ba, jeszcze korzystać ze wszystkich wspaniałości kulturalnych… to oczywiście wszystko kosztuje, ale, tak jak napisałaś, CHCIEĆ TO MÓC.

    Justynko, jakie piękne zdjęcia zrobiliście! <3

    • Justyna Sekuła

      Przecież nie umieram! Chyba :). Będę w KRK przynajmniej raz w miesiącu, to wtedy mogę Cię odwiedzić :).

  • Joanna

    Urodziłam się w Krakowie i mieszkałam w nim do 23 roku życia. Teraz mieszkam w małym mieście na Podhalu i nigdy, przenigdy nie wrócę do dużego miasta chyba,że pod przymusem głodu, chłodu lub braku innego wyjścia. Inaczej mieszka się w takim mieście gdy ma się 20 lat ,uczy się i w miarę luźno żyje, zmienia się perspektywa gdy przychodzi mieszkać na co dzień, zwłaszcza mając dzieci. Nagle nie widzi się już pięknych uliczek, kafejek, kin itp tylko ogromny hałas, to że wszędzie daleko, że wózkiem z dzieckiem nie wszędzie można dojechać, śmierdzi a latem zaduch nie do zniesienia. Kultura? Z niej można korzystać mieszkając poza miastem. To nie jest problem dojechać do Krakowa 87 km ( bo tyle mam) na koncert który chcę zobaczyć albo żeby spotkać się z ulubionym pisarzem na Targach Książki. Może to się wyda dziwne ale odkąd nie mieszkam w Krakowie częściej korzystam z jego możliwości niż mając to „pod ręką”.I wybieram propozycje rozsądniej, zwłaszcza,że mój życiowy minimalizm buntuje się przeciwko nadmiarowi w każdej dziedzinie życia:) Minęło już 3 miesiące od Twojego wpisu,a ja dopiero teraz „odkryłam” Twój blog…. ciekawa jestem czy już podjęłaś decyzję:) Pozdrawiam .

    • Dziękuję za wartościowy komentarz! 🙂 No własnie, sama na co dzień rzadko korzystam z dóbr Krakowa, bo albo nie mam na to siły zmęczona po całym dniu i godzinie stania w korkach albo zwyczajnie nie mam na to akurat kasy. Bo wydaję ją na życie, które, co tu dużo mówić, jest w dużym mieście drogie.

      Zdecydowałam zostać w Krakowie do skończenia kursu, a potem zadecydować, co dalej. Ostatnio coraz częściej myślę o wyjeździe nawet nie tyle do innego miasta, co kraju :).

      • Joanna

        Nie dziwi mnie to……będąc tak otwartą osobą jak Ty trudno się żyje w kraju mającym za dużo wewnętrznych, mentalnych ograniczeń, zawiści i kompleks zaścianka świata….I chociaż uważam,że Polska jest bardzo pięknym krajem to coraz trudniej mi się dogadać z Polakami a z Krakusami najbardziej;). Też chodzi mi po głowie wyjazd, chociaż na jakiś czas jak Kara Boska.

        • Anna Maria Jopek śpiewa mi właśnie w tle „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam”. I właśnie tak się teraz czuję. Najbardziej ogranicza mnie to, że wszystko tutaj w Krakowie toczy się za szybko, „gubię wątek i dni”. Tęsknię za przyrodą, za spokojem, za tym, by nie gonić. Mam też wielką potrzebę odkrywania, poznawania, męczę się tkwiąc ciągle w tym samym miejscu. I nie boję się już wyjechać. Boję się tego, że mi ten plan coś może pokrzyżować.

          • Joanna

            Dokładnie tak samo czuję…….Coś mi ten plan już pokrzyżowało ale się nie daję:) i buduję właśnie nowy plan na życie. Nie boję się już niczego , tylko niesprawności. Nie przeraża mnie starość ( już puka do mych drzwi wg. nastolatków:)) ani nie boje się śmierci, byle bym miała siły iść w góry i planować wyjazdy przed siebie…..na szczęście mam kilka pasji, które dają mi szczęście i spełnienie i kilka talentów, którymi potrafię zarobić na minimalne potrzeby wszędzie…..

          • Kto wie, może nasze ścieżki gdzieś kiedyś się przetną? 🙂
            Zazdroszczę Ci mieszkania blisko gór, bardzo za nimi tęsknię. Marzy mi się mieszkać gdzieś, gdzie z okna będę mogła widzieć góry oraz iść w nie, zawsze wtedy, gdy będę miała ochotę oderwać się od przyziemności.

          • Joanna

            Moje drzwi są otwarte dla tak miłych ludzi, zapraszam….

          • Serio? 🙂

          • Joanna

            Serio:)

          • Dobrze. Zatem do zobaczenia :). Złap mnie na FB, żeby nam kontakt nie umknął.

  • Piotr

    Ja mieszkam w Krakowie 14 lat i się wyprowadzam do rodzinnego Rzeszowa, skąd przybyłem. Owszem miasto Kraków urokliwę, ale tak jak mój przedmówca napisał nie dla dzieci. Ja mam małego synka i cenię sobie jego zdrowie, niestety smog jest nie do zniesienia, nastepnie bezpieczeństwo, którego w tym mieście nie ma, korki, odległości. Kultura mogę przyjechać mam autostradę, choć w Rzeszowie mam też teatry, kina i koncerty i międzynarodowe lotnisko, baseny, scieźki rowerowe i blisko Bieszczady, praca jak wszędzie po znajomości. W Krakowie pracowałem w międzynarodowym koncernie na stanowisku kierowniczym, odkąd mnie zwolnili , szukałem pracę 1,5 roku i niestety nie znalazłem. Pozdrawiam

    • Ach, zazdroszczę bliskości Bieszczadów!

      • piotr

        Tak Bieszczady super, zapraszam. Moje miasto Rzeszów też koniecznie odwiedź po drodzę będziesz zaskoczona. Ja mieszkam w Krakowie na klinach i uważam, że to najpiękniejsze miejsce do życia w tym miescie.

        • Kliny? Jaki to rejon Krakowa?

          • Piotr

            ul. Bartla to kliny, super miejsce polecam

  • Kiedy trafiłam na ten tekst, od razu poszłam do najnowszej notki, żeby zbadać czy mieszkasz jeszcze w Krk 🙂
    Teraz kiedy widzę, że należysz do ludzi gór, wiem, że daleko nigdy nie wyjedziesz. Raczej w grę będzie wchodzić tylko południe Polski 🙂 Chyba, że masz już jakieś plany?
    A tekst bardzo otwarty i fajny, pozdrawiam! 🙂

    • Tej jesieni też miałam kryzys, ale ze względu na kurs przewodnika muszę jeszcze tu trochę pobyć. Tak, południe Polski jak najbardziej wchodzi w grę 🙂 Planów na razie nie mam, skończę kurs i wtedy zadecyduję, co zrobić ze swoim życiem. Mam nadzieję, że nie wymyślę sobie znowu czegoś, co mnie tu zatrzyma.

  • Osobiście nie lubię Krakowa. Urodziłam się tu i spędziłam większą część życia (w tym studia), ale dopiero niedawno odkryłam jak wiele w nim wad. Okropne powietrze, mało zieleni, mało miejsc spacerowych dla małych dzieci, wysokie ceny i tak dalej. A Cieszyn jest bardzo fajny. Polecam i sama o nim myślę ☺

    • Byłam ostatnio w Cieszynie i jestem zachwycona! Gdyby nie to, że trzyma mnie tu jeszcze parę rzeczy, to pewnie bym się już pakowała 😀

  • no właściwie ja tylko dlatego mieszkam jeszcze w Krk, że jest blisko w Tatry 😛 w tej chwili innych plusów nie widzę, ba – mam już serdecznie dość tego miasta…..raczej kwestia znudzenia….kiedyś wyprowadziłam się na dwa lata do Glasgow i nie tęskniłam, wcale…..

    • Ja wiosną, latem i wczesną jesienią jakoś jeszcze to miasto znoszę, zaczynam go szczerze nienawidzić zimą. Chciałabym za nim tęsknić i cieszyć się z powrotów do niego, ale takich tylko na chwilę.

  • Mieszkanie i studiowanie w Krakowie było moim marzeniem. Tak dużym, że byłam w stanie podjąć decyzję o związku na odległość. Po trzech latach o niczym bardziej nie marzę, jak w końcu mieszkać blisko mojego Brodacza, nie ważne gdzie. Kraków zaczął mnie męczyć smogiem, szczególnie że zaczęłam biegać i coraz gorzej oddychać. Znudził mi się też jako miasto, bo na pierwszym roku wpadłam w szał, zwiedziłam wszystkie muzea, teatry, mniej i bardziej kultowe miejsca, zostało mi już tylko kilka do odhaczenia na liście. Może po prostu jestem osobą, która potrzebuje częstych zmian, ale już nie mogę się doczekać, kiedy na stałe zamieszkam w Łodzi – zupełnie tak samo jak trzy lata temu w Krakowie 🙂 Ale Kraków zawsze zostanie takim „moim” miastem, które znam dobrze jak swoją kieszeń, po którym poruszam się bez mapy i zawsze dojdę tak, gdzie chcę, które lubię pokazywać znajomym i do którego będę wracać.

    • Wróciłam dzisiaj z tygodniowego przebywania na beskidzkim zadupiu i takie powroty najbardziej uświadamiają mi, jak to miasto okropnie śmierdzi. Aż odechciewa się oddychać.

      • Najgorzej w zimie! Mieszkałam na Prądniku Białym i kiedy wysiadałam z autobusu zawsze uderzał ten smród smogu, a kiedy wracałam do miasta po weekendzie z mojej wsi, głowa mnie bolała dwa dni. Mam nadzieję, że będzie się działo coraz więcej i w końcu odkurzą Kraków.

        • Wątpię… Kraków leży w niecce, więc siłą rzeczy się tu wszystko kisi, a samo miasto nie jest przewiewne, kwestia jego zabudowy. Najgorzej, że zamiast coś z tym robić, z głową, zabudowuje się je dalej tymi wszystkimi blokami i inwestycjami :/ Jedynie jak Orkan przeszedł, to się dało tu normalnie oddychać. Ja się już boję kolejnej zimy tutaj.

          • Wiem o tym 🙁 Ale nadal liczę na to, że da się ten problem mądrze rozwiązać. Choćby stawiając ogromne wentylatory między blokami 😉 Albo może ze dwie elektrociepłownie gazowe? Ich czerpnie powietrza to ogrooomne odkurzacze.

  • Mieszkanka Krakowa /jeszcze/

    Cześć. Kiedyś wydawało mi się że lubię Kraków. Mieszkam tu ponownie od roku, wydawało mi się że przeprowadzając się z mniejszego miasta będę w 7 niebie. W końcu to Kraków!! Ale po roku mieszkania tu jestem zmęczona tym miastem – tłumami ludzi, turystów, bezdomnymi, wariatami na ulicach mówiącymi do siebie, męczy mnie że jest tak duży, brak przyrody, ogólne zaniedbanie tego miasta, brud na ulicach, obskurne budynki. Perspektywy pracy może trochę większe niż w mniejszych miastach, i zarobki relatywnie też …. ale dla chcącego nic trudnego. Uważam że wszędzie jesteśmy w stanie znaleźć pracę jeśli tego chcemy. Może za mniejsze pieniądze ale po pierwsze pieniądze nie są najważniejsze a po drugie – umówmy się, życie w Krakowie jest drogie, artykuły spożywcze, wynajem mieszkania …. Z powodzeniem mogę w małej miejscowości zarabiać z 1 tys. mniej a mój komfort życia z pewnością się nie obniży.
    Mimo wszystko mam dylemat i ciężko mi podjąć decyzję o wyprowadzce….
    Takie mam przemyślenia.
    A ty jak zauważyłam wyprowadziłaś się w końcu 🙂 Jakie są twoje refleksje?

    • Ha, nie wyprowadziłam się 🙂 Zaczęłam kurs przewodnika beskidzkiego w listopadzie zeszłego roku i wygodniej mi być tutaj, na miejscu, by go ogarniać, więc dopóki go nie skończę, to nie przewiduję żadnych zmian. A potem… Potem zobaczymy. Znając życie wymyślę sobie znowu coś, co mnie tu zatrzyma 😉 Na razie niemal w każdy weekend jestem poza miastem, więc jakoś je znoszę. W lecie też łatwiej mi się tu mieszka, najgorsza jest zima.

      No własnie z kosztami życia jest dokładnie tak jak piszesz. Ja trochę żałuję, że pracując przez kilka lat jako freelancer lepiej nie wykorzystałam swojego czasu i nie bujałam się więcej z mobilnym biurem.

  • Goya

    Ja mieszkam w średnim mieście około 80 km od Krakowa. Kiedyś, kiedy nie studiowalam, fajne było wybrać się w weekend do Krakowa. Teraz kiedy jednak tu studiuję mam tego miasta dosyć. Najlepiej czuję się w rodzinnym mieście, ale jestem na siłę wypychana do robienia kariery, a jak wierzy w to sporo Polaków, można to zrobić tylko w dużym mieście. Miałam okazję pomieszkiwać jeszcze we Wrocławiu, ale to nie moje klimaty. Niestety powrót do rodzinnego miasta (docelowo 40 km koleją do centrum Krakowa) skończy się suszeniem głowy że strony bliskich. Kariera musi być. Nie istotne, że czuję się co raz gorzej.

    • No co Ty? Przecież karierę można robić wszędzie, zwłaszcza dzisiaj, w czasach kiedy Internet daje tak wiele możliwości i bardzo skraca odległości – pomiędzy dowolnymi miejscami na świecie. Nie daj się, to Twoje życie, zorganizuj je sobie po swojemu, bo nikt za Ciebie nie będzie szczęśliwy.

  • Grzesiek

    Kiedy studiowałem w Krakowie bardzo podobało mi się to miasto ze względu na dostęp do rozrywki, kultury, bliskość gór itp. Jednak cały czas myślałem, że Kraków jest jak każde inne duże miasto w Polsce – ma te same plusy i minusy. Z różnych przyczyn zdecydowałem się przeprowadzić do Wrocławia. Mimo pewnych podobieństw – bliskość gór, możliwości wspinaczkowe, dostęp do rozrywek dużego miasta – czuję, że to nie to samo. Schodziłem całe Sudety, jednak dalej ciągnie mnie w Bieszczady i rodzinny Beskid Niski. Knajpy, bary, kina i zabytki też w Krakowie są jakieś pełniejsze. Można by jeszcze tak długo wymieniać.

    W końcu zdałem sobie sprawę, że Kraków jest jednak moim miejscem na Ziemi. Możliwe, że to przez przywiązanie do małej ojczyzny albo spędzony tu okres życia studenckiego. Jednak wydaje mi się, że nie tylko. Dlatego z niecierpliwością czekam na przeprowadzkę.

    PS. Super blog, masz świetne pióro 🙂

    Pozdrawiam

    • Dziękuję!

      Wiesz, ja tak naprawdę nie wyobrażam sobie życia poza Małopolską, reszta kraju jest dla mnie jakaś obca. Nawet gdy myślę o górach, w mojej świadomości istnieją tylko Karpaty. Narzekam sobie ciągle na ten Kraków, ale prawda jest taka, że w tym momencie nie widzę dla niego lepszej alternatywy, więc ciągnę ten toksyczny związek – bo tak samo Kraków nienawidzę, jak u go uwielbiam 🙂

      Pozdrawiam i łączę się w miłości do Beskidu Niskiego!

  • z

    Po pierwsze ciesze sie że Justyna stworzyłaś ten artykuł i ze tak wielu ludzi wpisalo tam swoje osobiste odczucia. Bo Dzieki niemu nie czuje sie ‚dziwny’. Takze mieszkalem pare lat w krk. Ogolnie moze jak pisala Justyna ze takze jestem estetą te miasto zawsze urzekalo mnie swoim pieknem, Troche miejsc w Polsce i Europie zobaczylem, jednak nadal to krk dla mnie wzbudza najwiecej klimatycznych uroczych miejsc. Ale jednak najwiekszym minusem do ktorego powodem jest ze tam nie jestem to przede wszystkim ten takze mnie dobitnie niszczacy smog, Rozumiem Cie doskonale Justyna. Masakra dla mnie szczegolnie okres zimowy w krk. Choc np planty w swieta w sniegu bezcenne wrazenia =) I jeszcze wg mnie malo zieleni dla mnie w miescie. Ok ladne planty piekny Zakrzowek Najladniejszy widok z Kraka i spory Las Wolski ale wg mnie w Wawie czy Poznaniu wiecej zieleni. Choc piekne dolinki krk czy OPN czy gory sa nie tak calkiem daleko to jednak nie sa ode dostepne na codzien, a pozostaje ten smrod.. I fakt na tle podobnych miast Wroclaw Poznan czy Gdynia, to Krk jest najdrozszym miastem do zycia.

    • Z., nie wiem jak to się stało, że przeoczyłam Twój komentarz! Kajam się i odpisuję po roku – lepiej późno, niż wcale 🙂 Smog znowu mnie dobija i naprawdę, każdego dnia wracam do domu z poczuciem, że bardziej mam raka, to jest okropne i strasznie męczące. Odkąd poważnie zaangażowałam się w Kurs Przewodnicki i wsiąknęłam w Beskidy, wyjątkowo sobie cenię tę lokalizację, bo jest świetną bazą wypadową właściwie we wszystkie najfajniejsze miejsca i kompletnie nie wyobrażam sobie mieszkania gdzieś na północy, czy nawet środku naszego kraju.

  • Pawel

    Mieszkam tutaj już od dawna i niestety z biegiem lat zmieniło się bardzo dużo na niekorzyść. Ludzie przyjeżdżają do Krakowa jak mówią za pracą – co jest moim zdaniem bardzo smutne. Szkoda że w mniejszych miejscowościach nie ma pracy. Kraków jest potwornie przeładowany.Tłumy turystów i masa samochodów pojawiły się od czasu wejścia do UE. Wcześniej Kraków był klimatyczny, teraz Rynek wygląda ładniej w nocy niż w dzień. W nocy miasto zmienia się w imprezownię, środek miasta to dosłownie sodoma z gomorą. Problem z powietrzem nasila się w ostatnich latach bo zabudowa jest coraz gęściejsza i sięga coraz dalej na zachód. Paradoksalnie łatwiej poruszać się samochodem niż pieszo – skutki polityki zarządzających miastem. To jest największy moim zdaniem regres. Przykładem może chociażby być Rondo Mogilskie, kiedyś przyjazne dla pieszych a teraz przyjazne dla samochodów. Rowerem wcale tak łatwo się nie porusza po mieście, chyba że w miesiącach zimnych. W cieplejszych okresach są korki rowerowe np. trzeba się wyczekać na swoją kolej na ścieżce przy przejeździe na światłach.

    Dziwi mnie jeżeli ktoś mówi że to jest duże miasto 🙂 może ludzi jest teraz dużo ale miasto jest małe, pamiętam jak w nocy dało się z jednego krańca na drugi przejechać w mniej niż 10 minut 🙂 Nadal z powodzeniem można wrócić na piechotę do domu jak jest awaria tramwaju, chyba że ktoś mieszka pod Skawiną.

    Krótko mówiąc kiedyś żyło się tutaj dużo łatwiej. Zadowolony jestem z wszystkich galerii – można podjechać autem. Kiedyś wszystkie sklepy były w okolicy Rynku. Teraz Rynek to jedna wielka restauracja. Ogródki obecnie nie znikają nawet na zimę! Bardzo smutno wygląda Nowa Huta – jest mocno zaniedbana, a szkoda.
    Najbardziej Kraków lubię w dniach 1 listopada, 1 stycznia 🙂
    Koncertów i wydarzeń jest sporo, ale w pewnym wieku człowiek uświadamia sobie, że nie warto tracić na to pieniędzy bo rozrywka średnia a kosztowna za to jak się pójdzie na Basen to trudno znaleźć w miarę wolny tor… i tak na każdym kroku.

    • Pawle, dzięki za obszerną wypowiedź! Dla mnie jesień i zima to najgorszy okres mieszkania w Krakowie. Co roku o tej porze szczerze nienawidzę tego miasta i dokładnie widzę jego wady. To nie przypadek zresztą, że ten, jak i drugi wpis o mieszkaniu tutaj, powstały właśnie w listopadzie. Ten wpis zamieściłam tutaj 3 lata temu, od tego czasu wiele się zmieniło i mam mnóstwo nowych refleksji. Myślę, że niebawem go zaktualizuję, bo wciąż trafia na niego sporo ludzi, którzy w Google szukają odpowiedzi na tytułowe pytanie.

      Czy duże miasto? Zależy jak patrzeć. Jest jednym z kilku największych w Polsce, więc w takiej skali jest duże i tak je właśnie postrzegam. Pamiętam, jak mieszkałam na Prądniku Czerwonym i musiałam dojechać na rozmowę kwalifikacyjną do Wieliczki. Zajęło mi to niemal 2h i w kontekście tego, że w tyle dojeżdżam również do mojego rodzinnego miasta, oddalonego stąd o ponad 100 km, to sporo. Ja wiem, że to wina komunikacji miejskiej, korków i miliona sygnalizacji świetlnych po drodze. Ale dla mnie „duże” to też wrażenie, nie tylko kilometry.

      To życie kulturalne Krakowa jest moją największą bolączką. Opcji jest sporo, dzieje się mnóstwo rzeczy (i to wiele zupełnie darmowych!), ale kompletnie nie mam czasu z tego korzystać. Za to zaraz idę na basen! 🙂

  • Marcelina

    Hej, ja się wyprowadziłam z Krakowa prawie rok temu. Mieszkałam tu w trakcie studiów i rok po studiach. Ostatnie mieszkanie miałam przy Hali Targowej i totalnie mi to obrzydziło już Kraków. Duża ilość menelów i zatłoczone ulice. Poza tym nigdy nie czułam się tutaj jak w domu, może dlatego że pochodzę z okolic Częstochowy. Bardzo sporadycznie korzystałam z barów krakowskich, około raz na miesiąc może. Kupiłam sobie auto mieszkając w Krakowie i nie miałam go gdzie zaparkować, przez co musiałam wynajmować parking za 250 zł miesięcznie, a do pracy i tak dojeżdżałam rowerem 10km bo było najszybciej w ten sposób. Długo za mną chodziła chęć przeprowadzki ale wydawało mi się to nie możliwe bo mój chłopak nie chciał się przeprowadzić, wydawało mi się że jestem skazana na to miasto, ale ostatecznie podjęłam decyzje aby samotnie opuścić Kraków. Obecnie mieszkam w Sosnowcu, bardzo lubię to miasto, nie ma żadnych korków, autem mogę parkować gdzie chce za darmo i zarabiam więcej niż w Krakowie. W przyszłości planuje spróbować jeszcze Katowice 😉

    • Pozdrawiam serdecznie już z Nowego Sącza! Mieszkam tu od trzech miesięcy – smog jest równie dotkliwy, ale żyje się o wiele wolniej <3

  • Krzysztof Kononowicz

    Kraków wykańcza ludzi psychicznie… studiowałem tu 5 lat i ulgą stąd wyjechałem. Tłok, smród, zabieganie. Później jeszcze kilka razy moje losy się z tym miastem krzyżowały i zawsze kończyło się to większym lub mniejszym rozczarowaniem. Za pracą do Krakowa? Ofert może jest dużo ale konkurencja jeszcze większa. Zabytki i wszystkie romantyczne miejsca po kilku miesiącach nie mają znaczenia bo po prostu nie ma na nie czasu i siły. Ludzie wypruci z marzeń, którymi żyli za młodu gdy się tu przeprowadzali. Teraz tylko egzystują bo nie ma już możliwości cokolwiek zmienić. I co najgorsze, w tak dużym mieście jesteś na prawdę sam. Ułudą szczęścia żyją tu tylko studenci, turyści i ci co dopiero się przeprowadzili i jeszcze nie wiedzą co ich czeka.

    • Początkiem września, dokładnie 10 lat od momentu, gdy do Krakowa się wprowadziłam, wreszcie się z niego wyniosłam. To była jedna z najlepszych decyzji w moim dorosłym życiu. W międzyczasie miałam okazję o Kraków zahaczyć, dosłownie na jeden dzień i z ulgą z niego nie wyjechałam, ciesząc się, że nie jest to już moje miejsce do życia.

  • michal

    Mam wrażenie, że wpis to jedno a komentarze to jakby drugie życie Twoich wpisów 🙂 Nie da się przeczytać samego wpisu nie patrząc na ciekawy rozwój dyskusji pod nim. I chyba o to chodzi bo to nadaje dodatkowego tchnienia w Twoje słowa 🙂

    Mieszkałem w Krakowie 5 lat studiów. To był w zasadzie najlepszy (jak dotąd) czas w moim życiu. Pierwszy raz musiałem sam trochę pomartwić się o swoje życie i o siebie samego (owszem nie mazywam tego celowo dorosłością ale na pewno krokiem w jej kierunku). Pierwsze poważne związki, dużo bardzo ciekawych znajomości, pierwsza praca, super spędzony czas na imprezach, koncertach, rowerem nad Wisłą, podróżując bez celu od pętli do pętli tramwajem, bo akurat mam miesięczny, odwiedziny u znajomych rozlokowanych po różnych częściach miasta, poznanie przyszłej żony (notabene, poznaliśmy się w Krakowie choć nasze rodzinne miejscowości dzieli dystans 3km odległości…). Po studiach los potoczył się tak, że mieszkam obecnie w Wielkiej Brytanii gdyż otrzymałem tu bardzo dobrą ofertę pracy. Bardzo często podróżuję do Polski. Oczywoście latam do Krakowa. Za każdym razem w drodze do domu (ok 60km od Krakowa) wybieram z lotniska autobus a następnie pocoąg aby móc choć przez chwilę podziwiać moje ukochane miasto. I wiem, że (podobnie jak u Ciebie) to miłość specyficzna i zapewne gdybym teraz przy obecnej sytuacji, czyli mają rodzinę, zamieszkał w Krakowie pewnie szybko bym go znienawidził za korki, za smog, za ceny…ale mieszkając daleko od Krakowa i ojczyzny kocham go bardzo i cieszę się że moje rodzinne strony to Małopolska 🙂 Miasto ma swój urok, za każdym razem gdy lecę do Krakowa (średnoo co 3 tygodnie) samolot w większej części wypełniony jest turystami chcącymi odwiedzzić to piękne miasto, aż serce rośnie:) Na pocieszenie, będę miał swój dom w mojej rodzinnej miejscowości więc do Krakowa będę miał rzut beretem 😉 45min samochodem, 50min pociągiem, a kto wie może po powrocie z Anglii tam znajdę pracę 🙂 zdecydowanie nie wyobrażm slbie życia bez tego miasta, może nie na codzień ale na pewno chcę bywać tam często, bo to miasto ma swoją duszę. Nie wspomnę już o tych przepięknych kościołach… gdzie można poczuć taki klimat jak nie na dwudziestkach u Dominikanów? 🙂 woem, że są w Polsce inne piękne miasta np Lublin, Toruń. …ale jakoś mnie tam nie ciągnie 😀

    • Cześć, Michał! Dzięki za tak obszerny komentarz – rzeczywiście, dyskusja pod wpisem jest bezcenna i cieszę się, że dołożyłeś do niej swoje spostrzeżenia 🙂 Kraków był super do mieszkania w okresie młodej dorosłości. Dzięki temu, że można tam robić tak wiele rzeczy, z łatwością można szukać własnych dróg i ścieżek i odkrywać, co tak naprawdę człowieka woła. Kto wie, może gdybym nie trafiła w międzyczasie na Kurs Przewodników Beskidzkich, to góry nie wbiłyby mi się klinem w tę wielkomiejską rzeczywistość? Aktualnie wpadam tam raz na jakiś czas i za każdym razem jestem okropnie przytłoczona liczbą bodźców – dźwięków, ludzi, samochodów i bardzo szybko mnie to męczy. Nie spodziewałam się, że tak szybko się od tego odzwyczaję oraz że żyłam w takich warunkach przez wiele lat, praktycznie nie zwracając na to uwagi. No właśnie, odpowiadając na Twoje pytanie wyżej – jesienią przeprowadziłam się w moje rodzinne strony, aktualnie mieszkam w Nowym Sączu. Jeszcze do niedawna pracowałam zdalnie, więc mogłam sobie spokojnie pozwolić na taki manewr, jednak zmęczyło mnie również przebywanie od 10 lat w wirtualnym świecie. Aktualnie robię sobie zawodową przerwę, by nieco odpocząć i przewartościować sobie pewne sprawy i… Sama jestem ciekawa, dokąd mnie to zaprowadzi! 🙂 Pozdrawiam!

      Przy okazji, chyba przydałaby się aktualizacja tego wpisu, w ramach podsumowania dekady życia w Krakowie 😀

  • michal

    A jak wygląda Twoje życie po tych 5 latach od wpisu? Nadal mieszkasz w Krakowie? 🙂