Poradnik

Poradnik: Gdzie tanio spać w podróży?

By 15 marca 2014 22 Comments

Co prawda nie potrafię chodzić w butach na obcasach i potykam się w trampkach na prostej drodze, ale Natura obdarzyła mnie inną, jakże cenną umiejętnością: potrafię spać gdziekolwiek. Umiejętność ta jest bardzo przydatna podczas planowania niskobudżetowych podróży – zaoszczędzone pieniądze można potem wydać na głupoty. Tak, to prawda: spanie na podłodze nie robi dobrze na kręgosłup, ale hartuje ducha. Zatem, gdzie tanio spać w podróży?

Albo nie. Gdzie spać zupełnie za darmo?

Na lotnisku

Spanie na lotnisku doskonale sprawdza się podczas podróży tanimi liniami lotniczymi. Przydzielone im lotniska znajdują się zwykle kilkadziesiąt kilometrów od miasta docelowego, dlatego gdy docieramy na nie w środku nocy czasami bardziej opłaca się poczekać do rana i dopiero wtedy ruszyć w drogę. Lotniska dzielą się na te nadające się do spania na nich i te, na których z całą pewnością obudzimy się z wkurwem. Do pierwszej grupy zalicza się np. port lotniczy Budapest Liszt Ferenc – można się spokojnie rozłożyć na siedzeniach (jak w zdjęciu wyżej), a rano po otwarciu oczu spojrzeć w łagodnie uśmiechnięte oblicze pani sprzątającej, która przyszła zmyć podłogę cichaczem, by nam za bardzo nie przeszkadzać. W drugiej grupie znajduje się z kolei port lotniczy Sztokholm-Skavsta, na którym jakiś sadysta zamontował na siedzeniach barierki, więc da się na nich tylko siedzieć. Owszem, można rozłożyć się na podłodze (warto zabrać ze sobą karimatę, by nie nabawić się mitycznego wilka), ale należy się spodziewać, że obudzić nas może pani sprzątająca uzbrojona w wielką machinę myjącą, która nakrzyczy na nas (pani, nie machina), żebyśmy sobie stąd szli, bo zaraz otwierają lotnisko.

Dobra rada: jeżeli śpimy na podłodze, wybierać należy miejscówkę położoną z dala od wszelkich możliwych drzwi.

Druga dobra rada: przed podróżą warto zajrzeć na stronę The Guide to Sleeping in Airports, gdzie można zapoznać z doświadczeniami tych, którzy już TO robili.

W namiocie

Jeżeli wybieramy się w „teren” i zamierzamy pobujać się po jakimś kraju np. stopem, przydatny może okazać się namiot. Kiedy nie uda nam się dotrzeć w zaplanowane miejsce, można się po prostu rozłożyć w krzakach. Przed wyjazdem najlepiej sprawdzić, czy spanie „na dziko” jest legalne i czy przypadkiem nie będziemy mieli z tego powodu jakichś nieprzyjemności. Np. na Sardynii ze spaniem na plaży nie ma żadnego problemu, choć dla bezpieczeństwa lepiej wybierać miejsca ustronne, gdzie nikt się nam nagle nie przyplącze i nie zechce zgwałcić i zabić (albo na odwrót).

Dobra rada: jeżeli rozbijamy namiot na plaży, zadbajmy o to, by znalazł się w znacznej odległości od wody. W przeciwnym wypadku, mimo tego, że wieczorem morze było daleko, rano może (ach te gierki słowne) okazać się, że jest dwa metry od namiotu.

Druga dobra rada: na większość (wszystkie?) kempingów położonych przy morzu można się dostać od strony plaży. Jeżeli chcemy zażyć ożywczej kąpieli w ciepłej wodzie, wystarczy zgłosić się do recepcji i wykupić sobie żetonik. Pani nie powinna zorientować się, że wcale nie śpimy na terenie kempingu, tylko po polsku kombinujemy, jak by tu oszczędzić.

Pod gołym niebem

Jeżeli nie chce nam się targać ze sobą namiotu, możemy zdać się na łaskę Matki Natury i zamieszkać pod gwiazdami. Jeżeli jesteśmy wrażliwi na piękno przyrody i uprawiamy jej wewnętrzny kult (a czasami nawet jak prawdziwi fetyszyści przytulamy się do drzew) bardzo prawdopodobne, że przeżyjemy Najpiękniejszą Noc Życia, którą będziemy wspominać do końca życia, nie tylko dlatego, że cały czas baliśmy się, że przebiegnie po nas dziki koń.

Dobra rada: Bezwzględnie należy zaopatrzyć się w spray przeciwko owadom wszelakim, bo do rana mogą nas zjeść (choć najbardziej upierdliwe są zaraz po wschodzie Słońca).

Druga dobra rada: Przyda się też termoizolacyjna karimata, która uchroni nas przez złapaniem legendarnego „wilka”, czymkolwiek on jest.

U znajomych

Jeżeli mamy znajomych w innych miastach i krajach, to aż żal nie skorzystać z ich gościnności. Umiejętność spania gdziekolwiek często przydaje się również i w tym przypadku. Często bowiem zdarza się, że dialog pomiędzy nami a naszymi przyszłymi gospodarzami wygląda tak:

 No hejka, wtedy i wtedy będę w mieście X, mogę u ciebie spać?
 Ale ja nie mam dodatkowego łóżka!
 Nie ma problemu, ja mogę spać gdziekolwiek. Nawet w wannie.
 A to spoko, przyjeżdżaj.

Dobra rada: Nowi ludzie z całego świata są jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie można wynieść z wyjazdu na EVS. Jedźcie na EVS!

U CouchSurfera

Nie wierzę, że jest jeszcze ktoś, kto o tym nie słyszał. CouchSurfing działa dokładnie tak, jak spanie u znajomych, tyle, że śpimy u nieznajomych, którzy gotowi są nas przyjąć pod swój dach. Podczas pobytu w Bułgarii Mariczka założyła konto w serwisie, bo chciałyśmy wykorzystać ten sposób podczas podróży do Grecji. Ostatecznie z niego nie skorzystałyśmy, ale za to do naszego domu przybył chłopak, który z Niemiec jechał rowerem nad Morze Czarne i akurat chciał się zatrzymać w Kazanlaku.

Dobra rada: Ostatnio u Dziewczyny Spłukanej wyczytałam, że niektórzy CouchSurferzy traktują ten portal jak portal erotyczny, licząc po cichu na to, że bzykną zagraniczną turystkę. Na wszelki wypadek lepiej spać dupą do ściany.

U hosta z WorkAway

WorkAway to portal, który w połowie drogi pozwala spotkać się tym, którzy potrzebują pomocy, oferując w zamian dach nad głową i jedzenie z tymi, którzy mają chęć do pomocy i potrzebują dachu nad głową oraz jedzenia. Świetna sprawa! Marzy mi się podróż po świecie szlakiem WorkAway, gdzie po drodze mogłabym pracować w winnicy, hodować lamy i uprawiać arbuzy. Z niecierpliwością czekam też na film dokumentalny o takiej formie podróżowania, który ma pojawić się w ramach projektu „Don’t pay me”. Zobaczcie zajawkę.

Dobra rada: Na razie nie mam. Ale kto wie, być może niebawem będę mogła Was nimi zasypać.

U hosta z WWOOF

WWOOF czyli World Wide Opportunities on Organic Farms działa podobnie jak WorkAway, z tym, że wszystko kręci się wokół ekofarm, na których można dowiedzieć się m.in. jak hodować warzywa i owoce bez użycia środków chemicznych lub jak wydoić kozę. Na taką właśnie farmę zmierzała para Amerykanów, którą spotkałyśmy w parku w Kazanlaku i którą następnie, w przypływie radości, zaprosiłyśmy do naszego domu. Strasznie śmierdziały im stopy, ale dziewczę sympatycznie brzdąkało na ukulele, więc im wybaczyliśmy. Tak, WWOOF również jest na mojej Liście Rzeczy Do Zrobienia Przed Śmiercią.

Dobra rada: Również na razie nie mam.

Jak widać, opcji jest całkiem sporo. Jeżeli zatem ciągle siedzicie i narzekacie, że nie podróżujecie, bo Was na to nie stać, to narzekacie nie dlatego, że podróżowanie faktycznie jest drogie, tylko, że nie macie pojęcia o tym, że się da tanio podróżować. Da się!

  • Sylwia

    hej kochana! wiem, że może trochę nie w temacie, ale bardzo spodobał mi się Twój wpis „Jak się mieszka w Krakowie?” Wręcz podniósł mnie na duchu, dowartościował, przez chwile miałam jakieś dziwne motylki w brzuchu, że jeszcze może „coś ze mnie będzie” 😀 Otóż kończę właśnie liceum, stoję przed trudnym wyborem; gdzie iść na studia. Ze względu na to, że jestem humanistką, a nie chcę wiązać z tym przyszłości tak właściwie, to szukam czegoś związanego z geografią, oczywiście kieruję się na Kraków, a to mój poważny dylemat; studia dzienne czy zaoczne? wiem, że wybór kierunku to już inna sprawa, ale teraz coraz poważniej zastanawiam się, czy studiując dziennie nie zmarnuję tego czasu na imprezach i pierdołach, które tak naprawdę nic nie wniosą do mojego skromnego życia, a na zaocznych gdziekolwiek pracując będę czuła jakiś progres 🙂 Nie żałujesz, że poszłaś na zaoczne? 🙂 I właściwie na jakiej uczelni studiowałaś jeśli mogę wiedzieć? 🙂 iiii czy ogólnie to da się pogodzić pracę, studia, czy dawałaś radę z kasą, którą zarobiłaś, czy rodzice Ci pomagali? 🙂 A, własnie! Też się śmieję z nerwów i tak mi się cieplutko zrobiło na serduszku jak to czytałam, naprawdę 😀 Bardzo proszę o odpowiedź; mejlowo, bądź tutaj – będę czekać! 🙂 Zagubiona maturzystka 😀

    • Odezwij się do mnie na FB, to pogadamy :).

      • Sylwia

        ok 🙂

  • Boomer

    3 najdziwniejsze miejsca, gdzie spałem (choć mogłem coś pominąć):
    – podłoga stacji benzynowej. Mało wygodna, trzeba się zmyć przed otwarciem części gastronomicznej (czytaj: o 6 rano) i generalnie człowiek czuje się jak menel ostatniej kategorii. Polecam tylko w bardzo skrajnych przypadkach.
    – plaża na wyspie we Włoszech. Pizgało jak cholera, dlatego żałowałem, że nie mam solidnego okrycia. Słoneczny poranek wynagrodził wszystko. Polecam
    – w malutkim mieście na powietrzu. Tak się składa, że to też Włochy były. Dwie noce na tarasie widokowym schowanym za kościołem, do którego docierało się tunelem, więc praktycznie nikt nie robił nam niespodzianki w nocy. Pierwszą noc spędziliśmy w innym miejscu, rozkładając się w kilka karimat na jakimś malutkim placyku, a rankiem przywitał nas groźny wzrok pani, która stała w drzwiach swojego domu – trochę jej przeszkadzaliśmy w wyjściu z domu naszym rozłożeniem 🙂 Polecam gorąco, ale w bardzo specyficznych miejscach.

    A namiot na plaży jest mega opcją! Czasem tylko rano potrafi cię zbudzić traktor wygładzający powierzchnię i mijający twój namiot o centymetry 😉

  • O tych 2 ostatnich organizacjach (?) nie słyszałam, a naprawdę wyglądają na całkiem ciekawe! Dzięki 🙂

  • Daga

    …jako osoba, która przez ostatnie 2 miesiące jest „bezdomna” i wędruje po Skandynawii, korzystając tylko z CouchSurfingu – rozbawiłaś mnie i trochę zasmuciłaś tym czarnym PiaRem. I teraz przysłowiowo pacnę Cię po łapkach, i pokiwam palcem 😉 Bo, jasne, nic teoretycznie zarzucić nie mogę – napisałaś swoje doświadczenia i dałaś „dobrą” radę, że gdzieś-tam słyszałaś coś-tam złego. Więc żeby być rzetelnym, to to wklejam, „just in case”. Ale że tak to wcale nie działa, bo właśnie zaszczepiłaś wątpliwość w czytelniku – powinnaś doskonale wiedzieć, jako wszak osoba pracująca w marketingu. „Słyszałam od Gośki, że Mietek spod piątki jest pedofilem…” – ot, tylko przypuszczenie. Ale jak wesoły Mietek spod wspomnianej piątki uśmiechnie się do Twojego dziecka i pogłaszcze po główce, ot, tak, bez przyczyny… i może jeszcze jakiegoś lizaka da, bo akurat kupił za dużo, może podzielić się z dzieckiem? Cóż 😉

    Ze swojej strony, odnośnie CouchSurfingu, dobre rady:
    – uzupełnij swój profil w jak największym stopniu;
    – pytaj o zakwaterowanie ludzi, którzy mają już pozytywne referencje (warto też je poczytać) – sama wybieram osoby, które mają ich co najmniej 10; mój pierwszy host miał ich prawie 100* ;));
    – sprawdź, jakie warunki ma nasz potencjalny host (lewa strona profilu – podana jest zazwyczaj odległość od centrum, dostępność ręczników/kocy, możliwość osobnego pokoju, opis miejsca noclegu: na sofie/łóżku/podłodze);
    – przeczytaj dokładnie profil potencjalnego hosta i odnieś się do niego, gdy wysyłasz CouchQuest – czyli zapytanie o nocleg (im bardziej personalne, tym większa szansa na otrzymanie noclegu – miałam takie sytuacje, że host nie przyjmował innych surferów, ale mnie przyjął po takim właśnie personalnym mailu);
    – po skorzystaniu z CouchSurfingu wystaw referencje.

    Enjoy! 😉

    * Taka Ci to ciekawostka – byłam sama i zatrzymałam się u samotnie mieszkającego, młodego mężczyzny z Pakistanu. Brzmi jak szaleństwo, prawda? Ale jak człowiek ma prawie stówkę pozytywnych relacji od osób, które się u niego zatrzymały, zero negatywów; i u ludzi przewija się to samo – że muzyki słuchali tradycyjnej, coś tam gotowali, filmy oglądali… yup, referencje naprawdę robią swoje. Dlatego ten portal jest tak cenny: nie chcesz niczego zepsuć, żeby nie nabruździć sobie w profilu, bo to Cię może przekreślić 😉

    • Podróże Dziewczyny Spłukanej

      hej, te „ploty” wyszły z mojego bloga i dotyczyły moich własnych doświadczeń, więc pełnię winy biorę na siebie. ;))
      Masz absolutną rację, jakoby couchsurfing był świetną ideą-nigdy nie twierdziłam inaczej. Natomiast jak praktycznie wszędzie, również na tego typu portalach znajdą się ludzie poszukujących takich a nie innych wrażeń. Bardzo starałam się nie wprowadzać we wpisie na blogu żadnych uogólnień, lecz cóż, jak widać wpis zaczął żyć własnym życiem, nawet jeśli w konwencji żartu. ;D

      Pozdrawiam!

    • Dzięki za wyczerpujący komentarz, na pewno się przyda! 🙂

      Tak jak pisze Spłukana, również potraktowałam to jako skrajność i z przymrużeniem oka – gdyby było tak źle, to bym nie polecała, a przecież ta forma świetnie się sprawdza. Kajam się i wyciągam łapkę ;).

      • Daga

        Nie ma problemu. Ale następnym razem wybiorę miejsce przy ścianie – no wiecie, tak na wszelki wypadek… ;))

        Miłego podróżowania, hej, ho!

  • Podróże Dziewczyny Spłukanej

    Padłam, kiedy przeczytałam fragmencik powiązany z moją osobą! 😀 wezmę sobie radę do serca! hahaha 😀
    dodaję do obserwowanych!!

  • haha, świetnie napisany post z jajem!
    czemuż ja dopiero teraz tu trafiłam?!
    😉

    • aaaa, no i oczywiście to mnie rozwaliło i usmiałam się nieźle: „Dobra rada: Ostatnio u Dziewczyny Spłukanej
      wyczytałam, że niektórzy CouchSurferzy traktują ten portal jak portal
      erotyczny, licząc po cichu na to, że bzykną zagraniczną turystkę. Na 
      wszelki wypadek lepiej spać dupą do ściany.”

    • Nie mam pojęcia, czemu dopiero teraz, ale fajnie, że jesteś! 🙂

  • Wojtek

    Cześć,

    Jest taki blog młodej parki, która przejechała pół świata i opisuje to na blogu. Nie we wszystkim się z nimi zgadzam, mają twarde poglądy na wiele spraw, ale umieją też bronić swojego punktu widzenia i za to ich cenię. Jeszcze bardziej szanuję ich za to, że dzielą się swoim dużym doświadczeniem podróżniczym z innymi i to właśnie ich podróżnicze triki otwarły mi pare mięsięcy temu wiele klapek, który były przysłonięte. Tutaj wspomniany tekst: http://www.loswiaheros.pl/o-pieniadzach-w-podrozy/623-jak-zmniejszyc-wydatki-w-podrozy Jednak warto też przeczytać historie z gór Pamiru, z Japonii, z czerwonego środka Australii no i chyba ten najbardziej kontrowersyjny – z chińskiej restauracji, w której jada się zupy z psa.
    Pozdrawiam,
    Wojtas

    • Dzięki! Kojarzę ich z debaty podróżniczo-filozoficznej, która jakiś czas temu miała miejsce w Krakowie i z postów z Pamiru właśnie – bo jak na nie trafiłam to się srrasznie zachwyciłam. Tak, Pamir jest na mojej Liście Rzeczu Do Zrobienia Przed Śmiercią :).

    • Dzięki za polecenie. Miło nam 🙂
      Prawdą jest, że dość trudny mamy charakter i czasem faktycznie patrzymy czarno-biało na niektóre sprawy, ale staramy się podchodzić do podróżowania nie tylko w kategoriach wakacji, czy po prostu oderwania się od życia „tutaj”. Przede wszystkim chcemy zrozumieć „tamto” i pokazywać je takim, jakie jest, a że bywa sprzeczne z zachodnią wizją, no to trudno… mamy pole do dyskusji!
      @justynides:disqus – jeśli będziesz potrzebować jakichś rad dot. Pamiru, pisz śmiało – możemy o nim godzinami opowiadać. Pamir to jest stan umysłu!

      Pozdrawiam,
      Andrzej

      • Cudnie! Na pewno się odezwę jakby co, bo się zakochałam w widokach i koniecznie muszę tam dotrzeć :).

  • Piotr Zając

    Odnośnie taniego podróżowania, może nie do końca spania, ale wyszukiwania tanich lotów dobra jest strona opisana tutaj: http://www.odkrywaj.net/oryginalne/tanie-latanie/. Na pewno się przyda 😉

  • eleonorka

    to prawda – nie ma co narzekać, że podróże są drogie itd, wcale nie są tylko trzeba trochę poszukać, ja szukam tanich lotów i zwykle udaje mi się rezerwować tanie bilety, przykładem jest ta oferta z której chyba muszę skorzystać http://www.centerfly.pl/media/168-zl-za-lot-tam-i-z-powrotem-z-wroclawia-do-bolonii-,70.html to okazja, podróże uzależniają 🙂 was też?