Poradnik

Poradnik: Dlaczego EVS to świetny sposób na tanie podróżowanie?

By 21 lipca 2013 4 komentarze

Blogosfera podróżnicza rozprawia się z wymówkami, które stoją na drodze do poznawania świata (do poczytania m.in. tu, tutu). Jak łatwo można się domyślić większość z nich rozbija się o…

Piniondze!

Których zwykle ni ma. Sposobów na rozwiązanie tej jakże powszechnej przypadłości jest mnóstwo. Skupmy się jednak na EVS-ie, który jest doskonałą okazją do tego, by zwiedzić kawałek świata (praktycznie) bez wydawania na to kasy z własnej kieszeni. Wolontariat Europejski (European Voluntary Service) jest jedną z akcji programu „Młodzież w działaniu”, który wspiera Unia Europejska. Skierowany jest do młodych ludzi w wieku 18-30 lat, którzy na  max. 12 miesięcy gotowi są wyjechać do innego kraju, by wziąć udział w realizacji projektu na rzecz społeczności lokalnej. Tematyka projektów jest bardzo różnorodna – od zagadnień związanych z kulturą i sztuką (teatry uliczne, street art, festiwale, itp.), przez rozwiązywanie problemów społecznych (np. przeciwdziałanie rasizmowi, wykluczeniu, zapobieganie narkomanii, itp.) po ekologię.  Kwestią, która w kontekście taniego podróżowania jest najważniejsza, jest jednak to, że…

Unia Europejska daje piniondze!

Na co konkretnie możemy liczyć? UE zapłaci nam 90% ceny biletów lotniczych, zapewnieni międzynarodowe ubezpieczenie AXA na czas pobytu w innym kraju, zakwaterowanie, da pieniądze na wyżywienie oraz kieszonkowe, które spożytkować możemy w dowolny sposób (sex, drugs & czałga). W praktyce wygląda to tak, że wszystkie koszty uzależnione są od tego z jakiego kraju pochodzimy i do jakiego się wybieramy (ichniejsze wewnętrzne regulacje, wspierające np. osoby z krajów biedniejszych).

Moje bilety do Bułgarii (leciałam z Krakowa przez Berlin) kosztowały ok. 350 euro (ok. 865 levów). 10% tej kwoty oddałam organizacji goszczącej z kieszonkowego, które dostawaliśmy na początku każdego miesiąca – 65 euro (ok. 127 levów). Na jedzenie przeznaczonych było 115 euro (ok. 224 levów). Tych pieniędzy nie dostawaliśmy do „ręki” – żyjąc w jednym domu w 13 osób postanowiliśmy stworzyć wspólny budżet, za który każdego tygodnia robiliśmy wielkie zakupy i w razie potrzeby uzupełnialiśmy zapasy. Rozwiązanie całkiem skuteczne – codziennie jeden „cooking team” gotował obiad i kolację dla całej ekipy, a wyżerając coś z lodówki w środku nocy nie trzeba było się martwić, że to nie nasze. Dodatkowo wzięłam ze sobą jakieś 120 levów – na zachcianki.

Powyższy budżet wystarczał na wszystko – i na kupowanie lepszego jakościowo jedzenia i na alkohol, i na podróże, i na wyjście na imprezę, i do kawiarni, i na pamiątki, i na wizytę w lumpeksie ;). Podczas pożegnalnej wizyty w Sofii byliśmy już kompletnie spłukani – ale kto by się tym przejmował.

Na czym jeszcze można zaoszczędzić?

Bułgaria na ten przykład jest dla nas, Polaków, krajem stosunkowo tanim, co oznacza, że z niewielkim budżetem można zwiedzić wiele miejsc. Niepodważalnym atutem jest możliwość łatwego podróżowania autostopem, co skutecznie niweluje koszty związane z przemieszczaniem się – transport publiczny wybieraliśmy w ostateczności. Podczas treningu w Plovdiv poznaliśmy kilkanaście osób z innych projektów rozsianych na terenie całej Bułgarii, dzięki czemu zyskaliśmy darmowe miejsce do spania, jeżeli akurat przebywaliśmy w pobliżu. Nie ma również problemów ze spaniem „na dziko” – hamak rozwieszony w parku na noc nikogo specjalnie nie dziwił, tak też do rana zamierzała przetrwać para Amerykanów, gdybyśmy nie zgarnęły ich do domu.

Plusy

Do tej pory podróżowałam raczej krótkoterminowo. Możliwość mieszkania w innym kraju przez całe dwa miesiące była jednym z najfajniejszych doświadczeń w moim życiu – poznawanie Bułgarii z perspektywy życia codziennego, napotkanych ludzi, kultury, historii i wszystkich sytuacji, które się po drodze przydarzyły nauczyły mnie więcej niż jakakolwiek szkoła.

Minusy

Jeżeli to dla kogoś problem – konieczność dopasowania się do ustalonego z góry grafiku i wykonania przydzielonych zadań.

Polecam 🙂

  • Pierwszy raz dzisiaj trafiłam na Twój blog i ZDECYDOWANIE zostaję na dłużej! : D Dziwię się, że jeszcze nie jesteś najpopularniejszą blogerką podróżniczą : )

    • Miło Cię gościć w moich skromnych progach. Rozgość się i czuj, jak u siebie :).

  • Karolina Karollina

    Witaj:) Trafiłam na Twój blog, bo również marzy mi się evs.Miałąbym jedno pytanie: za bilety w obie stroby do Bułgarii zapłaciłaś z własnej kieszeni,które to pieniadze potem były Ci zwrócone czy też organizacja pokryła z góry koszty Twojej podrózy? Pytam,bo ta kwestia wydaje mi się istotna…Niedawno zakwalifikowałam się na evs do Turcji,ale przelot w obie strony oscylował wokół sumy kilku tysiecy złotych-dla mnie nie do przeskoczenia.Takie są ceny biletó lotniczych..Wiem,że 90% będzie zwrócone-ale po zakończeniu projektu..Ale jeśli ktoś nie ma fizycznie tej sumy-jest problem..Jak to było w Twoim przypadku?

    Pozdrawiam,
    Karolina

    • Cześć!
      U mnie organizacja kupowała bilety – po przyjeździe do Bułgarii po prostu oddałam im to 10%. Wiem, że teraz zasady się pozmieniały, od kiedy w życie wszedł Erasmus plus i są przydzielone kwoty na konkretne destynacje, uzależnione od odległości między miejscem wyloty a przylotu. I trzeba się w tej sumie zmieścić – jeżeli bilety są droższe, dopłacasz, jeżeli tańsze i tak dostajesz całą tę kwotę. Jakiś czas temu rozmyślałam o kolejnym projekcie i organizacja, z którą rozmawiałam sugerowała, że powinnam lecieć z Katowic a nie Krakowa, bo wtedy bym się łapała na kolejny przedział kilometrów.