Bez kategorii

EVS: Oczekiwania

Być może za tydzień o tej porze będę już w Bułgarii. Nie wiem, bo ciągle czekam na informację o moim bilecie lotniczym. To chyba jedyna formalność, która pozostała jeszcze do dopełnienia. Umowa podpisana, ubezpieczenie wykupione, Skype’owa pogadanka zaliczona. Zanim pojadę, mam wykonać kilka zadań :).

1. Zastanowić się nad tym, czego właściwie oczekuję od projektu, co ma mi dać wyjazd i jak zamierzam go wykorzystać.

2. Nauczyć się podstawowych zwrotów po bułgarsku.

3. Poczytać o kulturze, obyczajowości i cenach.

Nad tym, co mogę zyskać dzięki EVS-owi zastanawiam się od momentu, kiedy wpadła mi do głowy szalona myśl o tym, by w ogóle na niego pojechać. Ciekawą sprawą są reakcje osób, którym mówię o tym, że na jakiś czas wybywam z kraju. Od „I kto na ciebie będzie w tym czasie zarabiał? Takie pomysły to są dobre dla studenciaków, którym się to przyda w CV, a nie…”, przez „Ale czy na pewno niczego sobie tym nie zawalisz?” po „Super! Jedź i przywieź dużo nowych wrażeń!” – przy czym tych ostatnich jest jednak najwięcej. Cóż, przewaliło mi się przez głowę milion myśli i milion obaw (rachunki! firma! bookeriada!), ale ostatecznie, po przemyśleniu sprawy, wyszło mi, że większość z nich (tych obaw) sprowadza się do pieniędzy. Ale co tam! Dogadałam się z właścicielem w sprawie opłat za mieszkanie, z klientami w sprawie zleceń, które aktualnie mam na głowie, z księgową w sprawie faktur, a z osobami z Redakcji w sprawie przejęcia moich obowiązków na czas nieobecności. Nie udało mi się tylko dograć sprawy biura, tak, aby na czas, kiedy mnie nie będzie, ktoś wskoczył na moje miejsce. No trudno. „Ale podstawowe pytanie: czy to Cię powstrzyma?”. Nie :).

Czego oczekuję po projekcie / wyjeździe?

– Wychodzę z założenia, że należy maksymalnie wykorzystywać nadarzające się okazje. Że to, co nam się przydarza, to otwieranie nowych drzwi – pod warunkiem, że będziemy chcieli je otworzyć. Że to, co nam się przydarza, to doskonała okazja, by zamknąć te, przez które nie chcemy już przechodzić. Liczę na to, że wyjazd da mi okazję „podziałać”. Że, paradoksalnie, robiąc „coś” odpocznę – bo praca umysłowa jest czasem cięższa i bardziej męcząca, niż kopanie rowów. Że pozwoli mi to zweryfikować, co ze sobą zrobić po powrocie – wracać przed komputer czy zatrudnić się na farmie z alpakami w Wypizdowie Górnym.

– Cieszy mnie fakt rzucenia się w środowisko, w którym będę zmuszona odświeżyć swój angielski, pozbyć się oporów komunikacyjnych i przekonać, że nawet jeżeli to, co powiem, nie będzie w stu procentach poprawne gramatycznie, to jest szansa, że mnie ktoś jednak zrozumie. Z chęcią poznam również język bułgarski – dwa miesiące to może nie jest dużo, ale wystarczająco, by załapać jakieś podstawy.

– Jestem przeszczęśliwa, że miejscem, w którym wyląduje są Bałkany. Że nie będzie to Zachód, którym od jakiegoś czasu strasznie się brzydzę. Że nie zamieszkamy w jakimś ogromnym mieście. I że sam festiwal odbywał będzie się nad jeziorem, a na horyzoncie będą góry. Mam nadzieję, że będzie trochę czasu (ach, zawsze za mało!) na to, by pozwiedzać bliższą i dalszą okolicę i kto wie – być może zakochać się w niej na tyle, by kiedyś jeszcze wrócić.

– Liczę na to, że poznam nowych, ciekawych i inspirujących ludzi, których wypytam o ich pasje, zainteresowania i marzenia. Którzy opowiedzą o swoich krajach, kulturze i obyczajach. Z którymi wspólnie uda się stworzyć coś fajnego. I z którymi kontakt utrzymywała będę dłużej, niż przez te dwa wspólnie przeżyte miesiące.

– Chcę przyjrzeć się EVS-owi od środka. Jak to wszystko działa? Jak wygląda organizacja festiwalu? Jak mieszka się w jednym domu w kilkanaście osób? Jak to wszystko ogarnąć, żeby działało, jak trzeba? Nie bez powodu :).

– I wreszcie – życzę sobie, by te dwa miesiące zapadły w moją pamięć do końca życia!