Miejsca

Bułgaria: Festiwal Róż

By 9 czerwca 2013 No Comments

Bycie Królową Róż, czyli Caricą Rozą, to nie tylko przywilej, o którym marzą kazanlackie dziewczęta kończące właśnie szkołę średnią, ale także okazja, by udać się na wycieczkę do Japonii – bo właśnie taka nagroda czeka na „najpiękniejszą i najmądrzejszą”. Na Festiwal Róż co roku przyjeżdża wielu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni – ponoć kochają je (róże) na tyle, by pokonać te tysiące kilometrów, a japońskie kobiety zajadają się różanymi tabletkami, by ich ciało wydzielało kuszący zapach.

Co prawda na paradzie było tak dużo ludzi, że i tak nic nie widzieliśmy, ale nasza dzielna Jana wylazła na wysokie betonowe „coś” i wszystko obfociła. Na Festiwal przyjechały też zespoły ludowe z innych krajów. Kolorowo, wesoło, z przytupem – momentami żałowałam, że sama nie potrafię tak wymiatać.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Ten tydzień był najważniejszym, jeżeli chodzi o nasz projekt – odbył się festiwal w Koprince, w organizacji którego pomagaliśmy. Z tej okazji przygotowano dla nas m.in. Wieczór Bułgarski (tańce, hulanki, swawole). I teraz już wiem, że jedną z rzeczy, za którymi będę tęsknić najbardziej będzie smak domowej roboty lutenicy – pikantnej pasty warzywnej z pomidorami i papryką. O gościnności, otwartości i miłym usposobieniu tutejszych ludzi już pisałam. Nie inaczej było i tym razem – babuszki z zespołu, który śpiewał i tańczył (a my razem z nim) wycałowały nas soczyście zostawiając na policzkach ślady czerwonych ust. Swoją obecnością zaszczyciła nas również Caryca Roza. Jednocześnie przeklinam dzień,w którym nasza nauczycielka bułgarskiego nauczyła nas piosenki o Dżore (poprosiliśmy o to, by zespół nam ją zagrał) – do dzisiaj budzę się czasem rano z tą melodią w głowie. Podejrzewam, że wżarła mi się w mózg tak samo mocno jak hymn Rosji, którego kazano nauczyć nam się w LO.

11
12
13
14
15

Sam Festiwal w Koprince był trochę jak mały Woodstock – spanie w namiotach, błoto, rockowe kapele (scena na wojskowym samochodzie, wow!). Do dzisiaj czuję na plecach te wszystkie szyszki, których nie wyciągnęliśmy spod tymczasowego domku. I przyjechał do nas Fabio z Portugalii i Lusi z Armenii, i Ambish z Nepalu, których poznaliśmy na szkoleniu w Plovdiv oraz para Amerykanów, których znaleźliśmy jakiś czas temu w parku. Oglądaliśmy ekofilmy w leśnym kinie, wieszaliśmy gniazda dla ptaków, robiliśmy trashartowe rozmowy, kąpaliśmy się w jeziorze, a rano budziły nas ptaki. Cały świergoczący las jest najlepszym budzikiem na świecie.

16
17
18
19
20
21
22
23
24
fotokoprinka
25
26
27
28
29

Pora pakować plecak. Jutro ruszamy w góry! <3

Fot. Jana, Fabio